Wszystko we mnie podpowiadało, że miał w sobie za mało wiary, nie dlatego, że był słaby, ale dlatego, że nikt wcześniej nie pokazał mu, jak wiele znaczy. Postanowiłem, że ja to zrobię. Pokażę mu jego wartość, pomogę mu uwierzyć w siebie i będę przy nim tak, by nigdy już nie zapomniał, kim jest i jak wiele może. Chcę być jego wsparciem, tak jak, w głębi serca, powinno być w każdym związku.
Nie do końca jeszcze wiedziałem, jak wygląda relacja partnerska w każdym szczególe, co się w niej robi, a czego nie. Ale czułem intuicyjnie, że skoro potrafiłem wspierać go jako przyjaciel, to teraz, będąc jego partnerem, powinienem wspierać go jeszcze bardziej. Chciałem, żeby widział, że jest dla mnie ważny, że nie odejdę, że będę trwał przy nim, dopóki świat sam kiedyś nie postanowi nas rozdzielić.
- Nie gniewam się na ciebie - Powiedziałem spokojnie, spoglądając mu w oczy. - Nie zrobiłeś nic złego. Proszę cię tylko, abyś bardziej zwracał uwagę na to, co mówisz, i spróbował popracować nad tym, co czujesz. Moja wiara w ciebie jest silna, ale jeśli ty sam nie uwierzysz w siebie, to nawet moja wiara nie wystarczy, żeby wynieść cię ponad własne wątpliwości. - Delikatnie zbliżyłem się, by musnąć ustami jego policzek.
- Jesteś naprawdę niesamowity - Szepnął, odwzajemniając spojrzenie. - Tak bardzo mnie kochasz i tak bardzo we mnie wierzysz… A ja wciąż mam wrażenie, że na to nie zasługuję. - Westchnąłem cicho, nie mogąc się z tym zgodzić.
- Nie mów tak. Każdy zasługuje na wsparcie, na miłość i szacunek, bez względu na to, jaki jest. A tym bardziej ty. Gdy się kogoś kocha, okazuje się mu szacunek i nie ukrywa się tego, co się czuje. - Uśmiechnąłem się do niego łagodnie. - Nie opowiadaj więc bzdur. Zasługujesz. Każdy zasługuje na miłość, bliskość i ciepło. - Dotknąłem lekko jego dłoni, a potem wskazałem na talerz przed nim. - A teraz skup się na jedzeniu. Nie chciałbym, żebyś zaraz musiał jeść zimne. - Uśmiechnąłem się, wracając do swojego posiłku.
Mój przyjaciel uśmiechnął się do mnie mimo woli, jakby nie mógł tego powstrzymać. Kiwnął energicznie głową, zgadzając się ze mną, po czym od razu zabrał się za posiłek.
Zupa, którą przygotowałem, okazała się idealna na ten moment, rozgrzewała nas od środka, a dla Soreya było to szczególnie ważne. On potrzebował ciepła, by dobrze funkcjonować, jakby stanowiło ono dla niego nie tylko fizyczną ulgę, ale i wsparcie, bez którego trudno było mu znaleźć spokój. Właśnie dlatego tak się starałem, gotując dla niego. Chciałem, żeby poczuł troskę ukrytą w każdym łyku.
- Dziękuję bardzo, to było naprawdę pyszne - Powiedział, odkładając pustą miseczkę i obdarzając mnie spojrzeniem pełnym wdzięczności. Po chwili wstał i zabrał naczynia. - Umyję je w jeziorze. - Poinformował mnie, o chęci wykonania narzuconego przez siebie zadania.
- Nie ma za co - Odparłem z uśmiechem, czując ciepło bijące nie tylko od zupy, ale i od samej jego obecności. - Cieszę się, że mogliśmy zjeść razem. - Patrzyłem, jak odchodzi w stronę tafli jeziora, trzymając w rękach miseczki. Kroki stawiał spokojnie, a w jego ruchach było coś niezwykle prostego, a jednocześnie kojącego.
<Pasterzyku? C:>