Od Haru CD Daisuke

sobota, 4 października 2025

|
 Bardzo martwiło mnie jego zachowanie. Miałem wrażenie, że moje słowa i reakcja nie do końca przypadły mu do gustu, jakby poczuł się mną zawiedziony. A może rozczarowało go to, że nie okazałem wystarczającej wiary w niego? Przecież to nie tak, że w niego nie wierzyłem. Po prostu bałem się, że coś mu się stanie. To przecież naturalne, jeśli kogoś się kocha, to nie sposób nie martwić się o jego bezpieczeństwo. Czy to naprawdę coś złego? On jednak zdawał się odbierać to zupełnie inaczej.
Nagle poczułem się zagubiony. Nie wiedziałem, czy w ogóle powinienem się odzywać. Partner wyszedł z łazienki, zostawiając mnie samego w zimnej wodzie, z tysiącem myśli, których wcale nie planowałem. I co miałem teraz zrobić? To wszystko okazywało się znacznie trudniejsze, niż przypuszczałem na początku.
Musiałem w końcu opuścić wannę, woda była lodowata, ale nie mogłem dłużej udawać spokoju. Każdy krok w stronę drzwi był ciężki. 
Zostawiałem za sobą parę i resztki poczucia bezpieczeństwa. Przez cały czas analizowałem jego zachowanie: drobne gesty, milczenie, sposób, w jaki ścisnął rękę wtedy, kiedy o tym rozmawialiśmy. Pytałem siebie, co zrobiłem źle, jakie słowa przebiły jego zaufanie, co mogłoby zmienić jego podejście....
Gdy pomyślałem, że mógłby pójść tam sam i oni mogliby mu wyrządzić krzywdę, poczułem ścisk w żołądku. Wyobraźnia malowała najgorsze scenariusze, a w nich jego ból. Nie chciałem w to brnąć myślami, ale one i tak wracały. Gdyby choćby dotknęli go palcem… czułem, jak gniew podnosi się we mnie tak gwałtownie, że mógłby spalić mosty. W tej chwili nie myślałem o konsekwencjach dla siebie, liczyło się tylko jedno: ochronić go.
Wyszedłem z łazienki z zaciśniętymi dłońmi. Chłód pękającego światła w przedpokoju mieszał się z ciężarem ciszy. Zbliżyłem się powoli, obserwując go z daleka: jak stoi, jak rozkłada ciężar ciała, jak jego twarz kryje coś, czego nie potrafił lub nie chciał wypowiedzieć. Serce waliło mi w uszach, a każde słowo, które miałem wypowiedzieć, ważyło tonę, bo wiedziałem, że od nich może zależeć wszystko.
- W porządku - Powiedziałem w końcu, starając się, by mój głos brzmiał spokojnie, choć w środku był burzą. - Jeśli chcesz to zrobić, nie będę cię powstrzymywał, ale jest jeden warunek. Zatrzymałem się na chwilę, by jego oczy mogły mnie złapać; potrzebowałem, by zrozumiał, że nie blefuję.
- Jaki? - Odpowiedział, unosząc brew, ale w jego głosie zabrzmiała odrobina niepewności, jakby moje słowa tknęły coś, co długo trzymał pod powiekami.
- Pójdę z tobą - Odpowiedziałem bez wahania. - Bez względu na wszystko. Nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził. I nie chcę słyszeć sprzeciwu. Jeśli ja nie pójdę, ty też nie pójdziesz. Musisz to wiedzieć. - Słowa wypełniły przestrzeń między nami jak gęsty dym; widziałem, że dotarły do niego, najpierw zaskoczenie, potem walka wewnętrzna, którą próbował ukryć za maską obojętności. Podszedłem bliżej, postawiłem go niemal pod ścianą, nie po to, by go zastraszyć, ale by nie dać mu łatwej drogi ucieczki. Chciałem, żeby poczuł ciężar mojego postanowienia, że nie będę biernie patrzeć, jak coś mu zagraża..

<Paniczu? C:>

Etykiety