Od Mikleo CD Soreya

poniedziałek, 20 października 2025

|
Rozumiałem go między wierszami. Wiedziałem, co miał na myśli, choć wciąż wstydziłem się o tym rozmawiać. Sam nie wiem, czemu byłem aż tak nieśmiały. W końcu nie byłem już dzieckiem, a jednak te tematy wciąż mnie krępowały. Wstydziłem się również samego aktu miłości, byłem w tym zielony i dziwny, a jednocześnie podziwiałem mojego partnera, że potrafił znieść moje niezręczne zachowania. Nie miał dość, mimo że po raz setny zadawałem pytania, na które powinienem znać odpowiedź.
Wracając jednak do samej bliskości… Czy dobrze byłoby robić to tutaj? Byłem trochę głośny, trochę obawiałem się, że ktoś nas usłyszy, i nie wiedziałem, czy potrafiłbym zapanować nad swoim głosem. Z drugiej strony, nie mogłem też stale odmawiać zbliżenia. Nie oczekiwałem tego od siebie, ale zastanawiałem się, jak długo on potrafiłby wytrzymać bez tego. Chciałem oddawać się temu bez wstydu, ale chyba potrzebowałem jeszcze trochę czasu, aby samodzielnie wyrazić, czego chcę. Na razie potrafiłem jedynie pokazywać to, co chodziło mi po głowie.
- Wiesz… możemy zawsze pójść na spacer, a po nim… - Przerwałem, zawieszając słowa w powietrzu, szukając odpowiednich słów.
- A po nim co? - Zapytał, przestając myć naczynia, uśmiechając się nieco prowokująco.
- No wiesz… to, o czym przed chwilą rozmawialiśmy - Wyjaśniłem, czując rumieniec na policzkach.
- A o czym przed chwilą rozmawialiśmy? - Próbował wyciągnąć ze mnie dokładnie to, co chciał usłyszeć.
Przez chwilę milczałem zagryzając dolną wargę potrzebując chwilę, aby złożyć jakkolwiek słowa w jedno zdanie, odpowiadając w miarę logicznie na pytanie.
- Mówiłeś o tym, że… że chcesz skupić się na mnie. I… chyba podoba mi się ten pomysł - Wyszeptałem, znowu wstydząc się samych słów, których w końcu będę musiał się nauczyć wypowiadać bez zakłopotania.
Mój partner zaśmiał się z moich słów, a ja od razu poczułem, jak gorąco rozlewa mi się po policzkach. Zawstydziło mnie to, w końcu nie powiedziałem niczego śmiesznego. Przynajmniej nie w moim odczuciu.
- Bardzo zabawne - Burknąłem pod nosem, spuszczając wzrok. Czułem się jeszcze bardziej zakłopotany niż chwilę wcześniej.
Sorey od razu zauważył, że coś jest nie tak. W jego oczach mignęło zmartwienie, jakby dopiero teraz zrozumiał, że jego śmiech mógł mnie zranić. Nie zastanawiał się długo, podszedł do mnie i delikatnie ujął moje dłonie.
- Oj, skarbie, nie denerwuj się na mnie - Powiedział miękko. - To nie tak, że się z ciebie śmieję. Po prostu… jesteś taki słodki, kiedy się zawstydzasz. W twojej nieśmiałości jest coś uroczego, coś, co aż sprawia, że chciałbym cię schrupać już teraz. - Uśmiechnął się lekko i zanim zdążyłem odpowiedzieć, pochylił się, łącząc nasze usta w krótkim, ale czułym pocałunku. Na moment cały wstyd i niepewność zniknęły, a w ich miejscu pojawiło się ciepło i spokój.
Niepewnie odwzajemniłem pocałunek. Nie trwał długo, choć w tamtej chwili miałem ochotę, by trwał wieczność.
- Kocham cię, owieczko - Szepnął z uśmiechem, muskając mój policzek.
Jego słowa były jak dotyk słońca po deszczu, proste, a jednak wystarczyły, by poprawić mi nastrój. W mojej piersi znów zrobiło się ciepło, a zawstydzenie ustąpiło miejsca cichej radości.
- I ja ciebie kocham Sorey - Przyznałem, czując że to jedyna osoba której kiedykolwiek powiem te słowa. 

<Pasterzyku? C:> 

Etykiety