Od Mikleo CD Soreya

niedziela, 19 października 2025

|
Mając przy sobie mięso i ryż, postanowiłem przygotować nam dziś coś prostego, ale sycącego, warzywa z ryżem i sosem. Nic wyszukanego, nic trudnego, a jednak wystarczająco, byśmy mogli się porządnie najeść. Proste składniki, ale wystarczające, by Sorey był zadowolony. Dla mnie zaś to tylko okazja, by mu potowarzyszyć, w końcu, w rzeczywistości, nie potrzebuję jeść, żeby czuć się szczęśliwym.
- Dobrze, dobrze, najważniejsze, żebyś zjadł, a nie tylko wąchał - Rzuciłem z rozbawieniem, sięgając po dwie miseczki. Nałożyłem do nich ciepły posiłek, pamiętając o tym, by dodać łyżki, tak będzie mi wygodniej. Oczywiście, moglibyśmy jeść widelcami, ale łyżka zawsze wydaje mi się bardziej praktyczna przy takim daniu. Jeśli jednak Sorey woli widelec, nie będę mu przecież przeszkadzać.
- Smacznego. Mam nadzieję, że będzie smakowało tak dobrze, jak pachnie - Powiedziałem, stawiając przed nami miseczki. Spojrzałem na mojego partnera, który właśnie postawił na stole dwa kubki z ciepłym napojem. Para delikatnie unosiła się nad brzegiem, otulając kuchnię przyjemnym aromatem.
- Na pewno będzie mi smakowało - Odparł z uśmiechem Sorey. - Smakuje mi wszystko, co przygotujesz. - Parsknąłem cicho śmiechem i pokręciłem głową.
- Najpierw spróbuj, potem mów - Odpowiedziałem, siadając naprzeciw niego.
Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza, przerywana jedynie cichym brzękiem sztućców. Ciepło potrawy rozchodziło się po dłoniach, a zapach przypraw mieszał się z aromatem napoju. To była zwyczajna chwila, nic wielkiego, a jednak w tej prostocie było coś wyjątkowego.
- Tak jak mówiłem, to jest naprawdę bardzo dobre. Nigdy się nie zawiodłem i czuję, że nigdy się nie zawiodę - Przyznał z uśmiechem Sorey, odkładając łyżkę na brzeg miseczki. Popił ostatni kęs gorącą herbatą, a para uniosła się delikatnie w górę, otulając jego twarz lekką mgiełką ciepła.
- Bardzo się cieszę, że ci smakowało - Odpowiedziałem z satysfakcją, kończąc swój posiłek. Oparłem się lekko na krześle, czując przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele.
Przez chwilę żaden z nas się nie odzywał. Cisza była spokojna, pełna zrozumienia taka, w której nie potrzeba słów, żeby wiedzieć, że wszystko jest dokładnie tak, jak powinno być.
Nic nie mówiąc, po prostu trwaliśmy razem w ciszy. W tej chwili nie było potrzeby słów, wystarczyła sama obecność. Sorey wstał z krzesła, zebrał puste miseczki i zaniósł je do zlewu. Chwilę później słychać było delikatny szmer wody i brzęk odkładanych naczyń. Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy stwierdził, że skoro ja gotowałem, to on zajmie się sprzątaniem. To było dla nas czymś naturalnym — dzieliliśmy się obowiązkami bez zbędnych słów. Ja robiłem jedno, on drugie. I może właśnie dzięki temu tak dobrze się rozumieliśmy.
- Wiesz… tak się zastanawiam - Odezwałem się po chwili, gdy skończył zmywać. - Masz jakieś plany na wieczór? Czy może jesteś już na tyle zmęczony, że wolisz po prostu pójść spać? - Patrzyłem na niego z lekkim uśmiechem, próbując wyczuć, jak bardzo potrzebuje odpoczynku.
- W sumie, to nie wiem sam, a ty chciałbyś iść już spać? - Zapytał, odwracając się w moją stronę. 
- Nie, chyba jeszcze nie, może wieczorem przyjdziemy się po mieście? Aby zobaczyć jak wygląda? - Zaproponowałem, chcąc po prostu spędzić z nim czas. 

<Pasterzyku? C:> 

Etykiety