To było naprawdę intrygujące. Skąd on wiedział o tym miejscu? Skąd wiedział, że właśnie tutaj jest tak pięknie? Czyżby już kiedyś tu był? A może coś w nim, jakieś dawne wspomnienie, obraz z dzieciństwa, zapach lub dźwięk, przyciągnęło go w to miejsce nieświadomie?
Może powinien się zatrzymać i zajrzeć w głąb siebie, spróbować odnaleźć w pamięci ślady, które mogły go tu sprowadzić. Może jako dziecko odwiedzał te okolice, może ktoś z rodziny mieszkał tu kiedyś, a może po prostu ktoś, kto był mu bliski, opowiadał o tym miejscu z taką czułością, że zapisało się w jego sercu, nawet jeśli dawno o tym zapomniał. A może jeden z jego opiekunów kiedyś tu był?
Nie mogłem mieć pewności. Mogłem tylko zgadywać, w końcu nie znam całej jego historii. Byłem przy nim jedynie przez tę część życia, która pozwoliła nam być razem.
- Cóż, a może jednak byłeś tu kiedyś - Odezwałem się po chwili, opierając głowę na jego ramieniu. - Może wtedy, gdy byłeś bardzo mały. Może ktoś z twojej rodziny, ktoś z opiekunów, mieszkał w tych stronach albo często o nich wspominał? Może coś z tamtych słów zapisało się w tobie głębiej, niż ci się wydaje. Innego wytłumaczenia nie potrafię znaleźć. - Wyjaśniłem, naprawdę się nad tym zastanawiając, to było bardzo ciekawe doświadczenie i jednocześnie bardzo intrygujące, to wszystko było dziwne a jednocześnie tak tajemnicze.
Sorey milczał przez chwilę po moich słowach. Wydawał się pogrążony w myślach, jakby próbował doszukać się w pamięci jakiegoś śladu, obrazu, czegokolwiek, co mogłoby wyjaśnić jego znajomość tego miejsca. Może naprawdę próbował przypomnieć sobie coś z dzieciństwa, o ile w ogóle było jeszcze co wspominać.
- Nie pamiętam, żebym tu kiedyś był - Odezwał się w końcu spokojnym głosem. - Nie przypominam sobie też, by którakolwiek z rodzin, u których mieszkałem, wspominała o tym miejscu. Choć byłem dzieckiem… pamięć bywa zawodna. W końcu nie wszystko da się zachować w głowie - Dodał po chwili, po czym mimowolnie przyciągnął mnie bliżej i pocałował delikatnie w czoło.
- Może kiedyś sobie to przypomnisz - Powiedziałem cicho, wtulając się w niego.
Siedzieliśmy tak jeszcze przez dłuższą chwilę, w milczeniu, które nie potrzebowało żadnych słów. Czułem jego ciepło, jego spokój i to dziwne, kojące poczucie bezpieczeństwa, jakie dawała jego obecność. W tym miejscu, tak cichym i pięknym, wszystko wydawało się na moment idealnie na swoim miejscu.
- Na tę chwilę to nie ma znaczenia - Wyszeptał Sorey, jego głos był miękki i ciepły jak letni wiatr. - Najważniejsze, że jesteś ty i ja… i to miejsce, które stanie się naszą małą ostoją. Schronieniem i odpoczynkiem dla mojej pięknej owieczki, o ile tu zostaniemy - Dodał z lekkim uśmiechem, chwytając moją dłoń muskając jej wierzch delikatnym pocałunkiem.
W odpowiedzi obdarzyłem go najszczerszym, najpiękniejszym uśmiechem, na jaki było mnie stać.
- To prawda, cudowne miejsce - Przyznałem, po czym powoli podniosłem się z ziemi, kierowany nagłym impulsem, podszedłem do wody. Bez dłuższego zastanowienia wskoczyłem do jeziora.
Woda była ciepła. Nie przyjemnie chłodna, jak można by się spodziewać o tej porze, lecz naprawdę ciepła, niemal otulająca.
- Sorey! - Zawołałem z nutą zdumienia w głosie. - Ta woda… jest ciepła! - Dodałem, chcąc aby San sprawdził jak ciepła była woda.
<Pasterzyku? C:>