Od Haru CD Daisuke

poniedziałek, 13 października 2025

|
 Doskonale zdawałem sobie sprawę z wagi tego wydarzenia, dlatego nie mogłem pozwolić sobie na spóźnienie. Wiedziałem, że przede wszystkim muszę się dobrze wyspać, by o poranku wstać wcześnie, spokojnie i z należytym szacunkiem stawić się na zajęcia. Chciałem uniknąć jakiegokolwiek potknięcia, które mogłoby zdenerwować naszych opiekunów i sprowadzić na mnie nieprzyjemne konsekwencje, choćby zamknięcie w kozie do południa jako nauczkę za nieposłuszeństwo.
Tym razem postanowiłem być wzorowo grzeczny i posłuszny. Nie zamierzałem zrobić niczego, co mogłoby zepsuć ten dzień. Chciałem, by wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak sobie tego życzy mój panicz, spokojnie, z godnością i w harmonii. Wiedziałem, że to dla niego ważne, a dla mnie było to wystarczającym powodem, by dać z siebie wszystko.
- Dobranoc - Szepnąłem, muskając jego czoło delikatnym pocałunkiem. Schowałem go w swoich ramionach, czując, jak jego ciało wtapia się w moje, a ciepło naszej wspólnej bliskości koi każdy nerw. Chciałem już tylko zasnąć i pozwolić, by noc zabrała mnie ze sobą, by następny dzień nadszedł szybciej, ten, na który tak czekał.


Nie wiem, ile czasu minęło, zanim poczułem lekkie szturchnięcie w ramię.
- Haru, wstawaj, nie możesz się spóźnić - Głos Daiske wyrwał mnie ze snu. Stał nade mną, jakby gotów był sam mnie wyciągnąć z łóżka, jeśli to będzie konieczne.
- Już wstaję, już wstaję - Mruknąłem zaspanym głosem, siadając i przecierając oczy. Włosy sterczały mi we wszystkie strony, a kołdra jeszcze przez chwilę próbowała zatrzymać mnie w swoim ciepłym uścisku.
- Zaraz się spóźnisz. Ja już wychodzę, a ty się ogarnij. I bardzo cię proszę, nie spóźnij się - Powiedział z tym swoim półuśmiechem, który zawsze sprawiał, że serce biło mi trochę szybciej. - Mamy dziś randkę, pamiętasz? - Przypominał mi, trochę tak jakby właśnie miał zapomnieć.
- Pamiętam - Odpowiedziałem cicho, ledwie zdążywszy, zanim złożył na moich ustach szybki, przelotny pocałunek.
Zanim zdążyłem cokolwiek dodać, jego kroki oddaliły się korytarzem, a drzwi za nim zamknęły się miękko. Przez chwilę w pokoju panowała cisza, przerywana tylko cichym tykaniem zegara i moim nierównym oddechem.
Wstałem w końcu, pozwalając chłodnemu powietrzu poranka obmyć skórę. Zmusiłem się do uśmiechu, nie mogłem go zawieść. Nie dziś. Obiecałem sobie, że wszystko będzie idealnie. Że dziś naprawdę zasłuży na ten uśmiech, który tak lubię widzieć na jego twarzy.
Nie mogąc dłużej leżeć w łóżku i tracić cennego czasu, wziąłem się w garść. Otworzyłem okno, wpuszczając do pokoju chłodne poranne powietrze, które od razu przegoniło resztki senności. W tym czasie zająłem się sobą, szybki prysznic, kilka pociągnięć szczotką po włosach, odrobina żelu, żeby ułożyć je na bok. Tym razem inaczej niż zwykle. Chciałem wyglądać lepiej. Może nawet… zrobić na nim wrażenie.
Kiedy byłem już gotowy do opuszczenia nie tylko łazienki, ale i całego pokoju, ruszyłem w stronę drzwi. W połowie drogi nagle mnie olśniło.
- O nie… okno - Mruknąłem pod nosem, zawracając gwałtownie.
Jeśli wyjdę i zostawię je otwarte, mój panicz mnie udusi. A jego gniewu na sobie wolałbym nie odczuwać, tym bardziej nie dziś gdy jest to dla nas tak ważny dzień.

<Paniczu? C:>

Etykiety