Od Soreya CD Mikleo

sobota, 11 października 2025

|
 Jego wytłumaczenie miało sens, i to bardzo dużo sensu. A tak właściwie, jedyny sens. No bo przecież, jakie mogło być inne wytłumaczenie? Co prawda, ja tam swoich snów za bardzo nie pamiętam, ale może podświadomie...? Ewentualnie mogłem kiedyś czytać o tym miejscu. Moja wyobraźnia dosyć silna jest, bogata, z łatwością mogłem sobie kiedyś wyobrazić to miejsce, a potem zapomnieć, że sobie je wyobraziłem, a ten obraz gdzieś tam z tyłu pozostał i dlatego teraz mam takie wrażenie. Tak, to musi być to. 
- Pewnie masz rację – przyznałem, uśmiechając się delikatnie, skupiając swoje spojrzenie na jego pięknej, drobnej osobie. - Albo kiedyś o tym miejscu czytałem. To pewnie to – powiedziałem, zerkając na bezkresne wody. Znaczy, wydawały się bezkresne, ten zbiornik wodny był po prostu gigantyczny. Na jednym jego brzegu już żeśmy byli, a raczej nad nim lecieliśmy, a na drugim, gdzieś tam? Ciekawe, gdzie był drugi brzeg. I co się na nim znajdowało. Gdzieś tam się ponoć zacierały granice pomiędzy jednym światem, a drugim. - Chyba... mam miejsce, które chcę sprawdzić. 
- Miejsce prosto ze snów? - spytał rozbawiony, zbliżając się do mnie. 
- Może. Chodź – odpowiedziałem, ciągnąc go na razie z dala od wioski. 
Nie wiem, co mną kierowało. Chyba jakieś przeczucie. A jednak moje kroki były pewne, jakbym wiedział doskonale, gdzie iść, bo i tak się też czułem. Zaprowadziłem go za wioskę, do polanki ukrytej za drzewami i krzewami. Znajdował się tu niewielki wodospad wpadający do rzeki, która płynęła w stronę wioski. Miejsce to było ukryte przed oczami ciekawskich gapiów, a jedyny dźwięk, jaki nam towarzyszył, to świergot ptaków i szum spadającej wody. Jakoś tak miałem wrażenie, przeczucie, że nie  jest to zbyt często odwiedzane miejsce, a jeżeli chodzą tu jakieś pojedyncze osoby, miejsce to traktowane jest z szacunkiem; żadnych śmieci, zniszczonych roślin, połamanych gałązek... dokładnie tak, jak je zapamiętałem. 
- Pięknie tu – przyznał Miki, zachwycony. No tak, on tu miał swój zbiornik wodny, w którym może się całkowicie zanurzyć i zrelaksować, a to było najważniejsze. Mieliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy.
- Powinieneś zobaczyć to miejsce później, wieczorem, kiedy wychodzą świetliki. Dopiero jest tu magicznie – powiedziałem rozmarzony, widząc to miejsce przed oczami tak żywo, jakbym już tu był. 
- Więc musimy tutaj zostać aż do wieczora – odpowiedział, chcąc usiąść na ziemi. 
- Czekaj chwilę – poprosiłem, zdejmując wierzchnią koszulę z ramion i rozkładając ją na zimnej ziemi. - Proszę, siadaj teraz – poprosiłem, co wywołało u niego delikatny uśmiech.
- Jak szarmancko – przyznał rozbawiony, zajmując miejsce na mojej koszuli. - Skąd wiedziałeś o tym miejscu?
- Jakoś tak... sam nie wiem. Czuję, jakby było ono dla mnie ważne... co przecież nie jest możliwe, skoro nigdy tu nie byłem – westchnąłem ciężko, zajmując miejsce obok niego, chociaż bardziej na ziemi, niż na swojej koszuli. 

<Owieczko? C:>

Etykiety