Od Haru CD Daisuke

środa, 8 października 2025

|
Nie byłem do końca przekonany, czy cała wina naprawdę leży po jego stronie. Właściwie coraz bardziej dochodziłem do wniosku, że to nie on był problemem, tylko jego babka. Z nią było coś ewidentnie nie tak. On przecież nie zrobił nic złego. Nie chciał jej skrzywdzić, nie miał w sobie ani odrobiny nienawiści. A mimo to ona, z jakiegoś powodu, chciała skrzywdzić jego. Dlaczego? Tego wciąż nie rozgryźliśmy. Ale czuję, że prędzej czy później do tego dojdziemy.
- Skarbie, nie powinieneś się o to obwiniać - Powiedziałem spokojnie, patrząc na niego z boku. - Nieważne, jaki byś nie był, ona nie ma prawa próbować cię zabić, ani wysyłać na ciebie ludzi, którzy mają cię skrzywdzić. - Pocieszyłem go, a przynajmniej bardzo starałem się pocieszyć.
- Łatwo ci mówić - Odpowiedział cicho, zrezygnowany. - Wiesz, jak to jest, kiedy własna rodzina patrzy na ciebie jak na kogoś obcego? Jak na błąd, którego nie powinno być? - Pokręciłem głową.  
- Nie znam się na relacji twojej twojej babci jednak wiem jedno, żadna babcia nie ma prawa krzywdzić swojego wnuka. Co to w ogóle znaczy, uważać, że ktoś „nie jest dość dobry”? Dość dobry w czym? W byciu sobą? W spełnianiu jej chorych oczekiwań? Przecież każdy z nas jest inny. - Milczał przez chwilę. W jego spojrzeniu było coś pomiędzy gniewem a bólem.
- Ona nigdy mnie nie zaakceptowała - Powiedział w końcu. - Jestem synem jej syna, który odważył się pokochać moją matkę. Dla niej to wystarczający powód, żeby mnie nienawidzić. - Westchnąłem ciężko. 
– Wiesz co? Chciałbym, żebyś poznał moją babcię. Może wtedy zrozumiałbyś, że starsza kobieta też potrafi być dobra, ciepła, normalna. Że relacja z babcią nie musi być wieczną walką. Może wtedy zobaczyłbyś, jak naprawdę powinna wyglądać rodzina. - Uśmiechnął się słabo, ale w jego oczach wciąż tliło się coś ciężkiego, niewypowiedzianego. I wtedy zrozumiałem, że nie chodzi już tylko o jego babkę, chodziło o ranę, która nigdy się nie zagoiła.
Mój towarzysz odwrócił się w moją stronę przyglądając mi się uważnie. 
- Chciałbyś może się wspólnie ze mną położyć do łóżka? Mam już dość tego dnia. Nie chcę o tym dalej gadać - Powiedział oschle. - Chcę odpocząć. Ale jeszcze bardziej chciałbym dopaść tych tchórze, uciekli. Chcieli wojny, a teraz uciekają .Pewnie babka kazała im się oddalić albo wręcz chce ich zlikwidować, żeby nie zostało świadków. Zwłaszcza jeśli podejrzewa, że mogę się dowiedzieć, kto mnie skrzywdził. - Przypuszczał, chociaż nie był do końca pewien tego co się wydarzyło. 
Chwyciłem jego dłoń, chcąc go pocieszyć, podnieść na duchu, po prostu być przy nim w tej chwili, kiedy najbardziej mnie potrzebował.
- Hej, skarbie… kocham cię. Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Przecież będę przy tobie zawsze, bez względu na to, co się stanie. Nawet jeśli miałbym pójść za tobą na koniec świata - Wyszeptałem, muskając wierzch jego dłoni delikatnym pocałunkiem. - No już nie martw się niczym, połóżmy się i odpocznijmy, nie ma co chodzić po lesie i szukać ich jeśli będą chcieli sami się zjawią a wtedy będziemy przygotowani - Zapewniłem, kładąc dłoń na jego policzku.

<Paniczu? C:> 

Etykiety