Od Haru CD Daisuke

niedziela, 5 października 2025

|
Dlaczego miałbym się wycofywać? Powiedziałem mu, że idziemy tam razem, że staniemy ramię w ramię. Nie pozwolę, żeby sam wystawiał się na niebezpieczeństwo. Musimy zrobić to razem. Obiecałem sobie, że pomogę mu za wszelką cenę, choć przyznaję: boję się, jak to może się skończyć.
Moje myśli biegły w stronę najgorszego, ale serce podpowiadało, że nie mogę odwrócić wzroku. Jeśli przegramy, przegramy razem. Jeśli wygramy, wygra ktoś, komu na mnie zależy. Wolałem zaryzykować niż patrzeć, jak sam stawia czoła temu, co może go przerosnąć.
- Nie opuszczę cię aż do samego końca. Jeśli będzie trzeba, sam ich zabiję - Rzuciłem cicho, nie po to, by go upokorzyć, lecz by oswoić własny strach. W takich chwilach słowa stają się zbroją; lepiej powiedzieć coś mocnego niż drżeć w milczeniu.
- Nie, Nie chcę abyś ich zabiją. To nie twój ciężar, to mnie chcą a więc nie mogę się poddać. Nie teraz - Odparł jeszcze bardziej pewne siebie - Nie mogę się wycofać. Muszę ich pokonać, żebyś ty nie musiał. To mój ciężar, nie twój. I mimo wszystko… cieszę się, że jesteś tu ze mną. - Uświadomił mnie a jego uśmiech był jak latarnia w mroku ciepły, krótki, pełen zaufania. Potem znów utknął spojrzeniem w ciemnej drodze przed nami, jakby próbował wyczuć każdy ruch powietrza, każdy cień. W oddali coś się poruszało; nie byłem pewien, czy to tylko wyobraźnia, czy rzeczywiście ktoś tam był. Mimo to czułem, narastający niepokój, w końcu mogą pojawić się z każdej strony, a my musimy być gotowi na wszystko.
Zaciągnąłem się powietrzem i pozwoliłem, by strach stał się napędem, nie przeszkodą. Jeżeli mamy to przetrwać, musimy iść dalej, razem.
Uruchomiłem swój węch, starając się wychwycić każdy, nawet najsubtelniejszy zapach. Skupiłem również słuch, chciałem słyszeć wszystko, co działo się wokół mnie. Każdy podmuch wiatru, każdy skrzyp gałęzi mógł być ostrzeżeniem. Pragnąłem usłyszeć ich pierwszy, zanim oni dostrzegą lub usłyszą nas.
Mój panicz, dzięki swoim mocom, zwykle potrafił wyczuć takie rzeczy szybciej niż ja. Tym razem jednak ani on, ani ja nie czuliśmy obecności tych, którzy nas śledzili. A przynajmniej tak mi się wydawało. Przecież gdyby ich wyczuł, od razu by mi o tym powiedział… prawda?
To jedno słowo zawisło w moich myślach jak echo, które nie chciało ucichnąć. Cisza wokół stawała się coraz bardziej nienaturalna, zbyt ciężka, zbyt gęsta. Czułem, jak adrenalina powoli zalewa moje żyły, a serce bije coraz szybciej, jakby próbowało ostrzec mnie przed czymś, czego jeszcze nie byłem w stanie dostrzec.
Unosząca się wokół nas woń wilgoci i stęchlizny mieszała się z zapachem ziemi, a nocne powietrze było chłodne, przenikliwe. Cień za cieniem, wszystko wyglądało tak samo. Nie wiedziałem już, czy naprawdę coś tam jest, czy to tylko moja wyobraźnia zaczynała płatać mi figle.
- Czujesz coś? - Zapytał, zatrzymując się nagle i wbijając we mnie uważne spojrzenie. W jego głosie brzmiała ostrożność, może nawet cień niepokoju. Patrzył na mnie, jakby oczekiwał odpowiedzi, która miała zadecydować o wszystkim, i chyba nie takiej, jaką faktycznie mogłem mu przekazać.
- Niestety nie… - Odparłem po chwili ciszy. - Tak jakby nikogo tu naprawdę nie było. - Powietrze między nami zgęstniało. Cisza, która zapadła, zdawała się mieć własne życie, tłumiła oddechy, odbierała głos. Słyszałem tylko bicie swojego serca i gdzieś w oddali szelest liści poruszanych wiatrem. Czułem, jak napięcie w nim rośnie, jak jego spojrzenie staje się coraz bardziej czujne. Skupił się musząc ich znaleźć..

<Paniczu? C:> 

Etykiety