Od Haru CD Daisuke

sobota, 11 października 2025

|
 Szczerze mówiąc, ja również nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia. Choć samych zajęć raczej nie będę wspominał z entuzjazmem, to myśl o tym, co nastąpi po nich, sprawia, że serce bije mi szybciej. Wiem, że wspólnie spędzony czas będzie wyjątkowy, pełen spokoju, ciepła i tej bliskości, której tak bardzo mi brakowało.
Mimo to, gdzieś w głębi czuję delikatny niepokój. Boję się, że coś może pójść nie tak, że ktoś może próbować nam to zepsuć… Że ci mężczyźni mogą się znów pojawić, akurat wtedy, gdy będziemy razem, podczas kolacji. Sama myśl o tym ściska mnie w środku. Ale kiedy przypominam sobie jego uśmiech, szczery, rozpromieniający twarz, pełen spokoju, wszystkie obawy na chwilę znikają. Wiem, że to właśnie on jest tego wart. Że jego szczęście jest dla mnie ważniejsze niż mój lęk.
- I ja już nie mogę się doczekać - Powiedziałem cicho, uśmiechając się do niego ciepło. - Bardzo się cieszę, mimo wszystko - Dodałem, po czym nachyliłem się lekko i musnąłem jego czoło delikatnym pocałunkiem, jakbym w ten sposób chciał zapewnić go, że wszystko będzie dobrze.
- Cieszysz się? A przecież jeszcze przed chwilą nie chciałeś iść na tę randkę, bo bałeś się, że ci mężczyźni mogą nam coś zrobić - Miał całkowitą rację. Bałem się wtedy i, szczerze mówiąc, dalej się boję. Nie o siebie, bo mnie skrzywdzić wcale nie jest tak łatwo. Ale o niego… o niego boję się najbardziej.
- Oczywiście, że się martwiłem - Odpowiedziałem cicho, patrząc mu prosto w oczy. - I dalej się martwię. Bo tak naprawdę nie wiemy, czy tamci mężczyźni nie spróbują znów czegoś zrobić, porwać cię, skrzywdzić, odebrać mi ciebie. Nie zniosę, gdyby stało ci się coś złego. - Objąłem go delikatnie, jakby był najcenniejszym skarbem, i przyciągnąłem do siebie tak blisko, że mógł poczuć bicie mojego serca. Pocałowałem go w czoło, powoli, z czułością, jakby tym jednym gestem chciałem mu obiecać, że dopóki ja żyję, nikt ani nic nie będzie w stanie go skrzywdzić.
- Mój panie.. - Westchnął ciężko, kręcąc z niedowierzaniem swoją śliczną głową. Widziałem, że to, co mówiłem, nie do końca mu się podobało. On nie przejmował się tak jak ja. Wiedział, że jesteśmy w stanie ich pokonać. I miał rację, też w to wierzyłem. A jednak... mimo wszystko bałem się. Nie o siebie, lecz o niego. Nie chciałem, żeby coś złego mu się stało. - Za bardzo się przejmujesz. Jestem dorosły i świetnie sobie poradzę - Stwierdził z pewnością w głosie. Przyznam szczerze, że jego słowa trochę mnie rozbawiły. Dorosły? On? Ma dopiero piętnaście lat. To jeszcze nie dorosłość. Owszem, potrafił więcej niż niejeden rówieśnik, był silniejszy, mądrzejszy i bardziej dojrzały, ale wciąż... wciąż był tylko piętnastolatkiem.
- Skarbie, nie jesteś dorosły,tak jak i ja nie jestem jeszcze dorosły - Odparłem spokojnie, patrząc mu w oczy. - Jeszcze trochę nam brakuje, żeby naprawdę móc o sobie tak powiedzieć. - Wyjaśniłem, pierwszy raz chyba myśląc jak dorosły a nie jak dziecko, w końcu jestem od niego dwa lata starszy, a więc wypadałoby pokazać to doświadczenie w życiu, choć wiek nie zawsze jest adekwatny to doświadczeń jakie się przeżyło.

<Paniczu? C:>

Etykiety