Rozbawiony pokręciłem głową, gdy jego słowa do mnie dotarły. Dla mnie on również jest piękny... Choć właściwie, czy mężczyznę można nazwać pięknym? Przecież „piękna” to kobieta, a on jest... przystojny. Przystojny w sposób, który trudno opisać słowami. Widzę to, nawet jeśli on sam nie zwraca na to uwagi. Dla niego to ja jestem „najpiękniejszy”, choć sam siebie tak nie postrzega.
Nie odpowiedziałem nic. Zamiast słów obdarzyłem jego oczy lekkim, ciepłym uśmiechem i ruszyłem przodem, tak jak sobie tego życzył.
Trzymając jego dłonie, podążałem za nim bez wahania. Dla mnie samo trzymanie kogoś za rękę nigdy nie miało wielkiego znaczenia, zawsze traktowałem to raczej jako gest bliskości, niekoniecznie miłości. Przecież przyjaciele też czasem się tak trzymają, a nie oznacza to, że łączy ich coś więcej... A może się mylę? Może nie rozumiem tego jeszcze tak, jak powinienem? Wciąż się uczę, uczę się, co znaczy być z kimś naprawdę, jak rozpoznawać, które gesty są tylko czułością, a które czymś głębszym.
Jedyne, co naprawdę zwracało moją uwagę, to spojrzenia ludzi wokół. Były dla mnie… nie do końca zrozumiałe. Czy robimy coś złego? Czy samo trzymanie się za dłonie jest powodem, by patrzyli na nas w ten sposób? Może dla nich to coś niestosownego, coś, czego nie powinniśmy robić publicznie. A jedna, czy naprawdę powinienem się tym przejmować? Chyba nie. Mimo to, gdzieś w środku, czułem ukłucie niepokoju i ciekawości. Chciałbym po prostu wiedzieć, dlaczego oni tak na nas patrzą.
- Sorey… dlaczego oni tak na nas patrzą?- Zapytałem cicho. - Czy my robimy coś złego? - Odwróciłem się w jego stronę, widząc, że mój przyjaciel był pogrążony w myślach. Wzrok miał utkwiony gdzieś w krajobrazie, jakby patrzył na coś, co tylko on mógł zobaczyć. Może to miejsce coś mu przypominało? Może był tu kiedyś wcześniej? Albo wiązało się z czymś ważnym, o czym nie chciał mówić? Nie wiedziałem. Ale chciałbym wiedzieć.
- Wszystko w porządku?- Zapytałem ostrożnie. - Co takiego ciekawego widzisz? - Dopytałem, nie rozumiejąc co kryje się w jego spojrzeniu.
- Hm? Coś mówiłeś? - Odezwał się po chwili, drapiąc się po głowie i obdarzając mnie łagodnym uśmiechem. - Przepraszam, zamyśliłem się - Przeprosił, tak jakby w ogóle miał za co.
- Nie, nic takiego. - Uśmiechnąłem się delikatnie, machając ręką. - Pytałem tylko, co takiego ciekawego widzisz. - Pominąłem wcześniejsze pytanie, może nie miało większego sensu. A może po prostu nie chciałem psuć tej spokojnej chwili..
Mój przyjaciel kiwnął głową, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią, choć ta mogła być przecież prosta, bez dłuższego zastanowienia, prawda?
- Sam nie wiem...- Odezwał się w końcu, spoglądając gdzieś w dal. - Po prostu podoba mi się to miejsce. Wygląda tak... znajomo. Jakbym już tu kiedyś był. - Zamilkł na moment, jakby sam próbował zrozumieć własne słowa. - Choć to przecież niemożliwe. Od zawsze mieszkałem w różnych rodzinach, ale żadna z nich nie była tutaj. Więc to chyba tylko mój umysł… po prostu mnie oszukuje. - Słuchałem go uważnie, starając się pojąć ten cień melancholii w jego głosie. I choć to, co mówił, wydawało się irracjonalne, wcale nie brzmiało obco.
- Może kiedyś śniłeś o takim miejscu - Powiedziałem spokojnie. - Może nie byłeś tu naprawdę, ale wyobraziłeś sobie coś podobnego. Dlatego teraz wydaje ci się, jakbyś już tu kiedyś był. - Uśmiechnąłem się lekko, obserwując, jak wiatr delikatnie rozwiewa jego włosy. W tym momencie to miejsce naprawdę miało w sobie coś magicznego, jakby wspomnienia i sny splatały się w jedno.
<Pasterzyku? C:>