Od Daisuke CD Haru

piątek, 3 października 2025

|
 Miał rację. Byłem zły. Tylko nie do końca wiem, na kogo. Na niego, że może trochę przesadza z dbaniem o moje bezpieczeństwo? Na nich, że nie chcą dać mi spokoju? Czy może na siebie, za to, że ich nie pokonałem, kiedy miałem okazję? A może czułem złość na nas wszystkich? Sam już nie wiem. Ale bardzo chcę, by to spotkanie się udało. Taka zwykła pierdółka, przyjemne spędzenie czasu, a jednak czułem, że tego potrzebowałem. Chciałem mu pokazać tę małą cząstkę tego świata, do którego należę, tę najprzyjemniejszą, bo całej reszty już nie miałbym serca mu prezentować. Wiem, że ani by się w tym nie odnalazł, ani nie czuł się za dobrze. Jeszcze może kiedyś zabrałbym go do mojego domku letniskowego, gdzie mielibyśmy ciszę, spokój, intymność i do tego piękne widoki oraz obecność natury. O ile los nam da. Do lata mnóstwo czasu, albo chociaż do jakiegoś innego, ciepłego miesiąca, wiele może się wydarzyć... 
– Muszę się ich pozbyć – powiedziałem cicho i z determinacją. To będzie rozwiązanie moich problemów. Ja będę bezpieczny. On będzie bezpieczny. 
– Jak pozbyć...? – spytał, delikatnie marszcząc brwi. 
– Wyeliminować. Jeżeli nie chcą odpuścić, to i ja im nie odpuszczę. Kiedy ich nie będzie... nie będziemy mieć żadnego problemu. Nie będą nam zagrażać, nie będziesz się musiał martwić, i ja będę mógł wrócić do biegania po lesie. Wiem, gdzie są... mogę tam wrócić i naprawić swój błąd – mówiłem, układając w myślach plan działania. Jeżeli tego nie zrobię, nigdy się ich nie pozbędę. 
– A nie lepiej będzie, jeżeli powiadomisz swoją babkę? Powinna ci przecież zapewnić bezpieczeństwo – powiedział niepewnie, a w jego pięknych oczach zauważyłem zmartwienie. To jest i kochane, i irytujące jednocześnie, zwłaszcza w takich chwilach. 
– Powie mi to, co dzisiaj nad ranem. To mój problem, z którym powinienem uporać się sam – wzruszyłem ramionami, zerkając gdzieś w bok. Dobrze, że wykorzystałem okazję i uwolniłem się wcześniej. Gdybym czekał na ratunek... Byłbym jeszcze mniej warty w jej oczach. Nie, żeby teraz ta wartość była wysoka, ale może jeszcze nie spisała mnie na straty całkowicie. 
– To, co chcesz zrobić, jest ekstremalnie niebezpieczne i głupie. Nie pozwolę ci ryzykować swoim życiem – powiedział hardo, a ja wyczułem, że nie mam co z nim walczyć. Jest zbyt uparty, podobnie jak ja. To może prowadzić do wielu konfliktów... 
– Wszystko, co potrzebuję, to kontaktu fizycznego. Tylko z jednym. Wykończą się nawzajem – powiedziałem, by go uspokoić, ale on w ogóle nie wyglądał spokojnie. Miałem wrażenie, że zmartwił się jeszcze bardziej. 
– To tylko albo aż kontakt fizyczny. Przecież mają broń – zauważył słusznie.  
– Jeden z nich też miał broń. I to mu ze mną nie pomogło – powiedziałem cicho, z determinacją. Nie wierzył we mnie, co mnie bolało. Miałem nadzieję, że chociaż on jeden nie zwątpi w moje umiejętności. – Wyjdę już. Woda jest dla mnie za zimna – dodałem cicho, powoli wychodząc z wanny. 

<Wilczku? c:>

Etykiety