Trochę mi się nie spodobało to, że mi nie odpowiedział. W końcu, co ja będę musiał założyć, by do niego pasować? Jak mam interpretować to, że będzie pasować do jego oczu? Do złotego pasuje w końcu tyle innych kolorów, chociażby brąz, oliwka, fiolet, czy nawet granat. Tyle możliwości... i która jest najbardziej prawdopodobna? Miałem wrażenie, że on czerpie z tego jakąś dziwną przyjemność, widząc mnie w takim stanie. Wredny okrutnik. A mi powtarzają, że to ja jestem złośliwy.
- Oczu mi nie zamydlisz tak słodkimi słowami – powiedziałem cicho, pusząc policzki. - Skąd ja mam wiedzieć, co mam ubrać, by do ciebie pasować? - dopytałem, chcąc w nim wzbudzić jakieś wyrzuty sumienia.
- Nie martw się, będziesz pasował. Będziesz pasował tak idealnie, jak ta koszula teraz do ciebie – odpowiedział, świetnie się bawiąc. - Proszę.
Prychnąłem cicho, teatralnie, i odebrałem od niego tę przepiękną koszulę, której mi było szkoda. A mógłby ją zakładać na co dzień, chociażby... ja bym był zadowolony. Podniosłem się z łóżka i zacząłem powoli zdejmować z siebie rzeczy, które miałem na sobie. Czułem na sobie jego spojrzenie, uważne, może nawet nieco głodne. Zawsze byłem pod wrażeniem, jak się na mnie patrzy, jak mnie podziwia. Czułem się doceniony. Piękny. Może nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że... kochany? A już na pewno chciany. Tego od niemalże zawsze brakowało mi w moim własnym domu.
- I oto jestem – powiedziałem, zapinając ostatni guzik. - I jak? - spytałem, czekając na jego słowa uznania.
- Przepięknie – odparł, kładąc swoje dłonie na moich biodrach. - Jakby była szyta dla ciebie.
- Jakby była szyta na mnie, nie sięgałaby mi aż do połowy ud. Byłaby znacznie krótsza – zauważyłem zgodnie z prawdą, unosząc jedną brew.
- Nie, nie. Wyglądasz idealnie – zapewnił mnie, szczerząc się szeroko. Następnie chwycił moją dłoń i pociągnął do łóżka. Mojego, jego, to chyba już nie miało żadnego znaczenia. I tak na przemian korzystamy raz z jednego, raz z drugiego. Wtuliłem się w jego ciało, korzystając z jego ciepła. Jak on to robi, że jest taki ciepły? To kwestia jego wilczych genów? Szkoda, że ja nie mam w sobie żadnych takich genów. Przydałyby mi się, może nie byłoby mi tak wiecznie zimno.
- Nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia – powiedziałem cicho, zgodnie z prawdą. Ta randka to jest coś, czego potrzebuję. Zwykłe, miłe spędzenie czasu, nie przejmując się nikim, i niczym. Teraz już mi nie powie, że to nie jest dobry pomysł. To jest idealny pomysł, bym mógł skupić się na czymś innym, i te złe wydarzenia na chwilę odciągnąć na bok.
<Wilczku? C:>