Od Soreya CD Mikleo

wtorek, 9 września 2025

|
 No tak, byłbym zdziwiony, gdyby nie był obolały. Ale woda powinna go trochę podleczyć, więc podczas pracy nie będzie taki obolały. Też bardzo starałem się, aby się czuł dobrze, nie robiłem nic na siłę, nic szybko. Jeszcze mu pomogę znaleźć jego rytm, ale najpierw musi się on w ogóle do tego uczucia przyzwyczaić... ale to wszystko w swoim czasie. 
– Starałem się, by bardzo cię nie uszkodzić – powiedziałem cicho, tuląc go do siebie. Ależ on był piękny, i cudowny, i wspaniały, i ja go teraz mogę całego poczuć. I jeszcze sam to zaproponował, moja wstydliwa Owieczka. – Z każdym następnym razem będzie lepiej – dodałem, biorąc w rękę gąbkę, by móc powoli zacząć go myć, i jeszcze lepiej poznać jego ciało. Im lepiej je poznam, tym lepiej będę mógł się nim zająć następnej nocy... znaczy, jak mi na to pozwoli. Wszystko będzie zależeć od jego skromnej osoby. 
– Więc będziemy próbować... chyba – powiedział cichutko, niepewnie, wyraźnie zawstydzony. Ciekawie było go takiego widzieć. Miki chciał coś zainicjować, ale też się strasznie wstydził. Słodziutkie to było. 
– Wszystko zależeć będzie od ciebie – powiedziałem, uśmiechając się radośnie. Byłem zaskoczony, że tak bardzo chce spróbować tego wszystkiego, że pozwala mi na to wszystko. To oznaka, że naprawdę mi mocno ufał, a nie ma piękniejszej rzeczy niż zaufanie kogoś, kto całe swoje życie był uczony tego, by nikomu nie ufać. I zrobię wszystko, by tego zaufania nie utracić. – Myślisz, że jeszcze się chwilę zdrzemniemy, zanim się zaczniemy zbierać do pracy? – zapytałem, czując powoli ogarniające mnie zmęczenie. Nie miałem ochoty na nic, chciałem wrócić z moim chłopakiem do łóżka, przytulić się do niego, i spać, spać tak dużo, na ile mi pozwolą obowiązki. 
– Myślę, że nie ma sensu. Za jakąś godzinę powinniśmy wstawać, więc... no, naprawdę nie ma sensu – odpowiedział, na co westchnąłem ciężko. 
– Przecież ja będę dzisiaj bez życia... – mruknąłem niezadowolony, zmęczony już na samą myśl o tym, że będę musiał pracować tyle godzin przy tak krótkim czasie snu. Spędziliśmy go bardzo przyjemnie, owszem, ale coś za coś. Gdybyśmy sobie teraz mogli odpoczywać, to byłoby cudownie... Albo chociaż te dwie dodatkowe godzinki snu, no nie pogardziłbym. 
– Jeszcze dzisiaj i już jutro będziemy mogli ruszać – odwrócił się w moją stronę, kładąc ujmując w dłonie moje policzki. – Dasz radę. Ja w ciebie wierzę. 
– Bardziej się martwię o ciebie. Nie będziesz za bardzo obolały po dzisiejszym? To ciężka praca, jeszcze w gorącym... może powinieneś dzisiaj zostać w pokoju, odpocząć? O, albo pójść nad jezioro. Taki pobyt w chłodnej wodzie dobrze ci zrobi, a po pracy cię odwiedzę – zaproponowałem. Myślę, że jak tylko ja przepracuję jeden dzień, to nic złego się nie stanie, a jemu odpoczynek by się przydał.

<Owieczko? c:>

Etykiety