Od Haru CD Daisuke

środa, 10 września 2025

|
 Czy pasowała mi środa? Właściwie tak. I tak nie miałem żadnych planów, więc zamiast wracać po zajęciach do pustego pokoju i spędzić cały dzień w łóżku, lepiej było zjeść z nim dobrą kolację.
- To nie najgorszy pomysł, i tak nie mam żadnych planów - Mruknąłem z lekkim uśmiechem. - Może to dlatego, że nie mam przyjaciół. - Dodałem półżartem, a śmiech, który mi się wyrwał, był bardziej kpiący niż wesoły. Bo co miałem robić? Płakać nad sobą? To kompletnie nie w moim stylu. Nie potrzebowałem przyjaciół. A już na pewno nie takich, jakich oferuje mi ten świat.
- A to mnie akurat zaskakuje - Odparł z widocznym zdziwieniem. - Jesteś przyjazną osobą, z tobą naprawdę łatwo się dogadać. Powinieneś bez problemu zawierać nowe znajomości, a tymczasem nie masz nikogo… i jeszcze mówisz o sobie jak o strasznym samotniku. Dlaczego tak jest? - Zapytał, a w jego głosie wyczułem szczere zmartwienie. Przejmował się bardziej niż powinien, jakby naprawdę bolał go fakt, że jestem sam.
- Wiesz, czasem lepiej nie mieć żadnych przyjaciół niż otaczać się fałszywymi - Wyjaśniłem spokojnie, chowając wszystkie książki do torby.
Nie miałem najmniejszej ochoty się pakować, ani tym bardziej wracać na zajęcia. Ale czy miałem wybór? Niespecjalnie. Musiałem uważać, by nie zdenerwować mojego panicza. On nie znosił sprzeciwu, a ja doskonale wiedziałem, czym mogłoby się skończyć ignorowanie jego poleceń.
- Coś w tym jest - Przyznał po chwili zamyślenia. - Zdecydowanie masz rację. Tylko wiesz… nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego w takim razie chciałeś się zaprzyjaźnić właśnie ze mną? Przecież ja też nie jestem najlepszym wyborem. - Patrzył na mnie zdziwiony, jakby sam fakt naszej relacji wciąż budził w nim niedowierzanie. I nie mogłem mu się dziwić. On i ja, dwa światy, dwie zupełnie różne osobowości. A jednak… dogadywaliśmy się doskonale. To było coś, czego brakowało mi w kontaktach z innymi ludźmi. On mnie nie oceniał, nie narzucał swoich oczekiwań. W jego obecności mogłem po prostu być sobą. I to właśnie było piękne.
- Najwidoczniej nasze charaktery się przyciągają - Stwierdziłem, pozwalając sobie na dłuższe spojrzenie w jego stronę. Całą uwagę skupiłem na jego drobnej, wręcz kruchej sylwetce, która miała w sobie coś hipnotyzującego. - Spakowałem się już, więc… co dostanę w nagrodę? - Zapytałem z udawaną beztroską, choć w sercu miałem szczerą nadzieję na coś więcej niż tylko słowa. Nie chodziło mi o nic wielkiego, a już na pewno nie o fizyczność w najbardziej dosłownym znaczeniu. Wystarczyłby uścisk, krótkie przytulenie, ciepło drugiej osoby, a może zwykły pocałunek, cokolwiek, co dałoby mi namiastkę bliskości.
- Co dostaniesz w zamian? - Powtórzył z lekkim rozbawieniem. - Słowo pokrzepienia. Dobra robota, gratuluję wykonania obowiązków. - Poklepał mnie po ramieniu, uśmiechając się przy tym tak pięknie, że na moment odebrało mi mowę.
A jednak… coś we mnie drgnęło. Bo przecież to nie było to, czego pragnąłem. Nie oczekiwałem cudów, naprawdę nie. Chciałem tylko poczuć, że jestem mu bliski, że nie traktuje mnie jak kogoś obcego. Tymczasem jego gest wydał mi się chłodny, prawie formalny. Jakby stawiał między nami niewidzialną barierę, której nie potrafiłem przebić, a to nie było fajne.
- Pf, dziękuję ci za twoją… dobroć, której mi nie szczędzisz - Mruknąłem z udawaną obrażoną miną, nadymując policzki jak rozkapryszone dziecko. 

<Paniczu? C:>