Od Mikleo CD Soreya

środa, 10 września 2025

|
Ten pomysł od samego początku mi się nie podobał. Nie mogłem pozwolić na to, by on pracował, a ja jedynie siedział i odpoczywał. Wiedziałem, na co się pisałem, chociaż przyznam, nie miałem pojęcia, że po naszym pierwszym zbliżeniu będzie bolał mnie tyłek i lekko ciągnęło w podbrzuszu. Mimo to… naprawdę mi się podobało. Było w tym coś takiego, że chciałbym to powtórzyć, chociaż nie od razu, nie teraz.
- Nie chcę siedzieć w pokoju, gdy ty będziesz zajęty obowiązkami. - Spojrzałem mu prosto w oczy, starając się, by brzmiało to stanowczo. - Na to się nie piszę. Wieczorem, kiedy się spotkamy, będziemy pracować razem. A potem ty spokojnie zjesz swój posiłek, tak jak należy - Dodałem łagodniej, unosząc dłoń i muskając jego policzek.
Mój partner, zamiast odpowiedzieć, spojrzał na mnie intensywnie i w następnym momencie nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku. Przyciągnął mnie mocniej do siebie, jakby chciał, żebym zapomniał o całym świecie.
- A po pracy i po obiedzie… co będziemy robić? - Zapytał, odrywając się od moich warg, choć w jego oczach wciąż tlił się ten sam głód bliskości.
- Co będziemy robić? - Powtórzyłem z lekkim uśmiechem, wciąż głaszcząc jego policzek. - Pójdziemy spać. - Stwierdziłem, jeszcze nie wiedząc czy będę miał siłę na zbliżenie, to był mój pierwszy raz, będzie musiał poczekał do wieczora, abym mu coś powiedział.
- Spać? - Westchnął, odwracając wzrok gdzieś w bok. - No dobrze… jeśli tego będziesz chciał - Mruknął ciszej, wtulając się w moje ciało, jakby nie chciał mnie wypuścić.
Pozwoliłem mu na ten gest i przez chwilę po prostu trwaliśmy tak razem, w ciszy, w cieple naszej bliskości. W końcu jednak delikatnie wysunąłem się z jego ramion i przejąłem gąbkę z jego dłoni. - Teraz się umyję - Powiedziałem miękko, całując go krótko w usta.
Porządnie umyłem swoje ciało, pozwalając mu na siebie popatrzeć, widząc że tego właśnie chce.
Czysty i pachnący, oddałem mu produkty do mycia ciała wstałem z wanny. Chciałem załatwić to szybciej niż on, bez zbędnego przeciągania chwili. Kiedy wyszedłem, osuszyłem ciało, a potem założyłem czyste ubrania, gotowy, by razem z nim zamknąć ten trudny dzień.
Sorey zajął się swoim ciałem, a ja w tym czasie spokojnie opuściłem łazienkę, zostawiając go samego z jego myślami. Nie było już sensu kłaść się do łóżka, za niecałą godzinę i tak musielibyśmy wstać. Krótki sen nie przyniósłby ulgi, wręcz przeciwnie, sprawiłby, że on czułby się jeszcze bardziej niewyspany i rozdrażniony. A ja? Ja i tak nie zmrużyłbym oka. Moje ciało było zmęczone, ale umysł krążył wciąż wokół wydarzeń minionych chwil.
Usiadłem na skraju łóżka, opierając łokcie na kolanach. Słyszałem za drzwiami ciche pluski wody, jego ruchy, jego westchnienia. Było w tym coś uspokajającego, a jednocześnie dziwnie pobudzającego, jakby sama świadomość, że on tam jest, nie pozwalała mi całkowicie się wyciszyć.
Patrzyłem w półmrok pokoju, zastanawiając się, jak będzie wyglądał nasz wieczór, nasz kolejny dzień. Wiedziałem jedno, obok niego nawet zwykłe obowiązki wydawały się czymś więcej niż tylko rutyną. Przy mnie moje życie wreszcie nabrało sensu.

<Pasterzyku? C:> 

Etykiety