Trochę nie rozumiałem, dlaczego Haru się złości. Czego on ode mnie oczekiwał? O tym mi nie mówił. Mój gest był jakiś dziwny? Chyba spodziewał się czegoś innego... Czegoś bardziej czułego. W końcu, tak traktują się pary, a przynajmniej tak mi się wydaje. Trochę rozbawiony jego postawą i nadętymi policzkami nachyliłem się tak, by złożyć na jego policzku delikatny pocałunek.
– Gratulacje, dobra robota – wyszeptałem, prostując się. – Teraz lepiej? – dodałem głośniej, uśmiechając się rozbawiony.
– To już było lepsze – przyznał, delikatnie się do mnie uśmiechając. Zwykły pocałunek, a już mu poprawił humor, czego tak trochę nie rozumiałem. W końcu, to nie było nic intymnego. Zwykły gest, może taki trochę bardziej bliski, a on już jest rozweselony. Chyba jest bardziej prostszy w obsłudze niż początkowo sądziłem. Jak piesek. Dać atencję, pogłaskać, pochwalić... W sumie, skoro jest wilkołakiem, to też jest tak jakby psem. Więc... nie pogniewałby się bardzo, jakbym do niego mówił „dobry piesek”. Bo przecież jest takim moim dobrym pieskiem, moim i tylko moim.
– Dobry piesek – dodałem, głaszcząc go po głowie.
– Ej, nie piesek. Jestem wilkołakiem, dzikim i nieuchwytnym – powiedział z przesadną, może i nawet teatralną dumą.
– Zatem jak mam mówić do ciebie? Dobry wilczek? – powiedziałem, poprawiając z czułością jego kosmyki. – Ty mówisz do mnie per „paniczu”, więc też chcę mieć dla ciebie jakiś pseudonim. Coś, co będzie tylko dla ciebie – powiedziałem cicho, kładąc dłoń na jego policzku i zaraz delikatnie pogładziłem kciukiem jego dolną wargę,.
– Rozumiem, że zwykle „kochanie” czy „słońce” nie wchodzi w grę? – dopytał, tak średnio przekonany.
– Wiesz, ile jest takich kochań albo słońc? Całe mnóstwo. A taki „Wilczek” byłby tylko jeden, i cały mój – wymruczałem, muskając swoimi ustami jego usta. Wyczułem, że chce pogłębić pocałunek, dlatego szybko się od niego odsunąłem, by tego przypadkiem nie zrobił. Następnie uśmiechnąłem się figlarnie, prostując się i delikatnie drażniąc stopą jego udo, niby od niechcenia.
– W sumie, jak tak to ujmujesz... nie brzmi tak źle – odpowiedział, kładąc dłonie na moich biodrach.
– Mój Wilczek – powiedziałem zadowolony, nagradzając go za uległość. Usiadłem na jego kolanach, zarzucając ręce na jego kark i łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku, który zakończyłem delikatnym podgryzieniem jego dolnej wargi. – Trochę szkoda, że nie jesteś pełnoletni. Przez to mamy ograniczony dostęp do alkoholu... teraz z chęcią bym się napił takiej whisky – rozmarzyłem się, opierając głowę o jego ramię.
– Alkohol w tak młodym wieku? To chyba niebezpieczne – odpowiedział rozbawiony, przesuwając dłonią po mojej talii.
– Tak naprawdę to tylko kwestia ilości. Wiesz, że niewielka ilość wina spożywana regularnie ma pozytywny wpływ na pracę serca? Tylko takiego dobrego wina, nie tych tanich szczochów pełnych siarczanów – powiedziałem, poprawiając jego kosmyki, które tak ładnie opadały na jego czoło.
– A whisky na co wpływa? – zapytał żartobliwie.
– Na dobry humor. Może uda mi się załatwić coś z rezydencji na następny weekend, ale do tej pory to herbatka i moje towarzystwo na dobry humor musi ci wystarczyć – powiedziałem, ciężko wzdychając.
<Piesku? c:>