Od Daisuke CD Haru

wtorek, 9 września 2025

|
 To było niesamowite, że tak bardzo się rwie do pomocy mi, obrony mnie, a powrót do akademii budzi w nim taką niechęć. Poniekąd go rozumiałem, niewiele się uczę, jak chodzi o teorię. Z tego wiem wszystko, natomiast praktyka, ćwiczenia, one są znacznie lepsze. To chyba jest jedyny plus, jaki ta uczelnia oferuje. Ale on... jego nie rozumiem. On ma szansę nauczenia się czegoś nowego, w przeciwieństwie do mnie. 
– Musimy. Spójrz na to inaczej, jeżeli teraz się spakujesz, jutro będziesz mógł pospać trochę dłużej. O, i możesz mi pokazać swój plan zajęć. Może uda nam się czasem wracać, i wychodzić. Też dobrze byłoby wiedzieć, kiedy się możemy spotykać – mówiłem, już sobie wszystko chcąc powoli sobie planować wszystko. Teraz nasz wspólny czas będzie znacznie bardziej ograniczony, więc trzeba korzystać z każdej możliwości. 
– No tak, tak... ale że teraz? – wymamrotał niezadowolony, kładąc dłonie na moich biodrach, przyciągając mnie bliżej siebie. 
– No a kiedy? – spytałem spokojnie, unosząc jedną brew. 
– Nie wiem, na razie mamy mnóstwo czasu, możemy go spędzić inaczej – odpowiedział, uśmiechając się tak głupkowato, jak to on miał w zwyczaju. 
– Inaczej? Jak inaczej? – zachowałem neutralny ton głosu i upiłem łyk gorącej herbaty, który przyjemnie rozgrzał moje ciało. Szczerze, to nie za bardzo wiedziałem, o co mu chodzi, czy chodzi mu o miłe spędzanie czasu, czy może o kolejny stosunek, na który tak szczerze nie za bardzo miałem ochotę. Zostałem już zaspokojony w pełni. Jeżeli on miał jeszcze ochotę na takie rzeczy... cóż, będzie musiał zaakceptować fakt, że ja nie mam teraz na takie rzeczy ochoty. 
– Nawet leżenie i tulenie się do ciebie jest wspaniałym spędzaniem czasu – powiedział grzecznie, a ja odniosłem wrażenie, że gdyby teraz widać było jego ogon, machałby on wesoło. 
– Poleżeć zawsze zdążymy. Chodź, spakujemy cię – zarządziłem, chwytając wolną dłonią za jego koszulkę i ciągnąc go w dół, tak, bym bez żadnego wysiłku ucałował go szybko w linię żuchwy. Na pocałunek w usta jeszcze sobie musi zasłużyć. 
– No dobrze, dobrze... – westchnął z rezygnacją, puszczając mnie.
Poszedłem więc za nim do jego biurka, by móc go skontrolować. Usiadłem wygodnie na blacie, chwytając jego plan zajęć w swoje dłonie. Nie był on najlepszy, tylko raz rano możemy wyjść razem, i tylko raz możemy razem wrócić. I kiedy ja mam go zabrać na ten obiad...? 
– Beznadziejny masz ten plan – mruknąłem, odkładając go na bok. 
– Tu się zgodzę – odpowiedział, wrzucając książki do plecaka. 
– W środę tylko kończymy o tej samej godzinie, to może na ten dzień zarezerwować nam stolik? Wrócimy, przebierzemy się i możemy iść. Co ty na to? – zaproponowałem, musząc już wcześniej wiedzieć takie rzeczy, bo dobrze byłoby już jutro tę rezerwację ogarnąć. 

<Piesku? c:>