Od Soreya CD Mikleo

piątek, 5 września 2025

|
 Od razu pogłębiłem pocałunek, odruchowo kładąc dłonie na jego talii. Czułem jednak, że na to nie zasługuję. Zasługiwałbym, gdyby mi się udało. No bo to przecież nie była moja pierwsza próba. Ileż to razy w końcu próbowałem wcześniej, by mi się to udało, i co? Dalej nie wiem, dlaczego on tak we mnie wierzy. Nie robię nic, co by sprawiało, że warto mieć we mnie nadzieję, a on dalej był przy mnie, i mówił mi te wszystkie miłe rzeczy, i zachęcał do walki. 
– Chodźmy już spać. Najwyższa pora odpocząć – powiedział, kiedy w końcu się od siebie odsunęliśmy. 
– Racja – westchnąłem cicho, czując poniekąd ulgę. Odpoczynek to jest coś, co było w mojej głowie od samego początku. – Jutro postaram się bardziej. Będziesz ze mnie zadowolony. 
– Najważniejsze, byś to ty był zadowolony sam z siebie – odpowiedział, kierując się wraz ze mną do łóżka. 
– Ja nie muszę. Chcę to zrobić dla ciebie – powiedziałem cicho, padając na łóżko. On był moim oparciem, w każdej sytuacji, i tylko dla niego się będę starać. – Dobranoc – dodałem, tuląc go do siebie, mocno, by mieć to jak najbliżej siebie. 
– Dobranoc – powiedział, chociaż wyczułem w jego głosie lekkie niezadowolenie. Nie tego się po mnie spodziewał, wiem, że wolałby, bym robił wszystko dla siebie, ale dla mnie robienie takich rzeczy dla siebie to nie ma sensu. Ale dla niego? Być lepszy dla niego? To brzmi lepiej. Ma jakiś sens, i cel. Życie dla kogoś jest o wiele lepsze, niż życie dla siebie. 

 Zasnąłem bardzo szybko, a kiedy się obudziłem, zauważyłem, że coś jest nie tak. Miki był jakiś taki... spięty? I płytko oddychał. A moje ręce nie znajdowały się na materiale jego bluzki, tylko na czymś innym. Równie miękkim, ale takim bardziej aksamitnym, chłodnym i żywym. I dopiero po kilku sekundach zorientowałem się, że moje dłonie znajdują się na jego gołym brzuchu. Przez sen musiałem jakoś te dłonie tam położyć...
Kiedy się zorientowałem, co ja takiego zrobiłem, od razu odsunąłem się od niego. Czemu sam mnie od siebie nie odsunął? Albo nie obudził? Przecież... na pewno się poczuł niekomfortowo. Był strasznie spięty, na pewno było mu niewygodnie... 
– Ja cię strasznie przepraszam, ja nie wiem, co we mnie wstąpiło, nie chciałem dotykać się w sposób, w który ty nie chcesz – wymamrotałem, nerwowo drapiąc się po karku. Wiedziałem, że to dla niego było dziwne, nie jest przyzwyczajony do tego typu dotyku, to mógł być dla niego jakiś szok poznawczy...

<Owieczko? c:>

Etykiety