Jakby go tu wcale nie było... To było ekstremalnie trudne. Przecież wszystko wokół krzyczało, że on tu jest, tuż obok, tak blisko, że wystarczyło wyciągnąć rękę, by go dotknąć. Powietrze wokół było jakieś inne, energia była inna, no i zapach, przecież ten słodki zapach sprawiał, że miałem ochotę wtulić się w jego ciało, i zająć się nim. Albo po prostu przytulić, bo przecież nic jeszcze za bardzo nie mogłem z nim robić, by go nie wystraszyć. To wszystko powinno przebiegać powoli, spokojnie, naturalnie... czyli w taki sposób, w jaki moje dotychczasowe związki nigdy nie przebiegały.
– To może być trudne. Jestem w stanie wyczuć, jak słodko pachniesz. Podoba mi się twój zapach, wiesz? Kompletnie nie pasuje do mojego wyobrażenia o Serafinach wody. I ogólnie nie kojarzy mi się z wodą. Ty pachniesz tak... Słodko. Ciepło. Przytulnie. Jak jakieś ciasteczko – odpowiedziałem, szczerząc się szeroko. – Albo nie. Nie jak ciasteczko, jak babeczka. Taka waniliowa.
– Może powinienem więc wyjść z pokoju? – zaproponował, na co pokręciłem głową. Bez niego to ja już w ogóle stracę motywację. I moją słodką Owieczkę. Motywacja to tam pal licho, ale moja Owieczka? Bez mojej Owieczki to nic nie ma sensu. – Tak myślałem. Zamknij oczy. Weź głęboki wdech, wydech. Pomyśl o sobie. O tym, co się dzieje w twoim sercu. Co czujesz.
Co czułem? Zmęczenie. Ból mięśni. Ale pewnie nie o to mu chodziło, dlatego zatrzymałem te myśli dla siebie. Co czuję w moim sercu...? Miłość do Miki'ego. Potrzebę zapewnienia mu bezpieczeństwa. Większość miejsca w moim sercu zapełnia właśnie on, i jego potrzeby. A jak chodzi o mnie...? Sam nie wiem. Na pewno zawód, do siebie samego. Że nie jestem wystarczający, dla niego, dla siebie. Że powinienem się bardziej starać, bo przeze mnie cierpi, musi znosić te wszystkie trudy podróży, których beze mnie by nie znosił. Nie podobały mi się te emocje. Czemu mam wchodzić w te emocje jeszcze głębiej? Co to ma na celu?
– No... skupiam się. I co? – zapytałem, otwierając oczy. Już mi wystarczyło, nie potrzebuję więcej.
– I co czułeś? – zapytał spokojnie, przyglądając mi się z uwagą.
– Czułem to, że naprawdę mocno cię kocham, i że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu – powiedziałem z szerokim uśmiechem. Nie kłamałem. On zdecydowanie przeważał w moim sercu od... od praktycznie zawsze. I nie wiem, czy to się kiedykolwiek zmieni. On wiele dobrego dla mnie zrobił. Był zawsze obok, kiedy inni odchodzili. Nie odrzucał, kiedy inni się odwracali. To wiele dla mnie znaczy.
– Sorey, bądź poważny – Miki cicho westchnął, chyba myśląc, że żartuję. A to przecież była najprawdziwsza prawda.
– Jestem jak najbardziej poważny. Kocham cię. Jestem tego bardziej niż pewien, i dla ciebie zrobiłbym wszystko. Właśnie to jest w moim sercu – powiedziałem, nachylając się do przodu, by chwycić jego dłonie. Czemu mi nie wierzy? Zrobiłem coś, co sprawia, że w jego oczach nie jestem prawdomówny? Mam nadzieję, że nie. Ja wiem, że jestem głupi, i lubię żartować... ale teraz byłem jak najbardziej poważny.
<Owieczko? c:>