Od Daisuke CD Haru

czwartek, 4 września 2025

|
 Wpatrywałem się w niego z niemałym zaskoczeniem. Był tak strasznie pewien swoich słów, a przecież... to nie mogło być możliwe. Jak mógł mnie kochać, już na takim etapie znajomości? Przecież to nie jest możliwe. Musi mu się coś wydawać, musi coś błędnie zakładać. Nie widzę innego wytłumaczenia. Znaczy się, jest jeszcze jedno, czyli że to co mówi, to prawda, ale... 
Odwróciłem wzrok, nie potrafiąc wytrzymać jego spojrzenia. Zazwyczaj tego nie robię, nie mam problemu z utrzymywaniem kontaktu wzrokowego, ale teraz jakoś tak ciężko mi z tym było. Miałem wrażenie, że oczekiwał ode mnie odpowiedzi, której to w tej chwili mu dać nie mogłem. Na razie musiałem przyswoić do siebie jego deklarację. I w ogóle zobaczyć, czy naprawdę tak uważa. Czy to nie jest coś, co zostało powiedziane pod wpływem chwili, emocji, a kiedy one opadną, może być zupełnie inne podejście. Albo kiedy pozna kogoś innego. Jeszcze lepiej się wstrzymać. Obserwować, zarówno jego zachowanie, jak i emocje. 
Haru nagle chwycił moją dłoń, ujął ją i złożył na jej wierzchu delikatny pocałunek. Ten drobny gest sprawił, że od razu odwróciłem wzrok od krzesła, w które tak uporczywie się wpatrywałem, i spojrzałem niepewnie w jego złote oczy. 
– Zjedz trochę. Gwarantuję ci, że poczujesz się lepiej – dodał, gładząc moją dłoń. – Chyba, że chcesz, abym cię nakarmił – dodał żartobliwie, chyba by rozładować napięcie. 
– Nie możesz mnie karmić. Nie zdążysz zjeść swojej porcji, póki jest ciepła – odpowiedziałem, od razu dostrzegając ten drobny szczegół, który może być dla niego niedogodny. W końcu, najlepszy, najsmaczniejszy obiad to ten ciepły. Może by się znalazło parę wyjątków, jak chociażby chłodnik, sałatki... Ale to, co on przygotował, najlepsze będzie świeże i ciepłe. Zresztą, chyba i tak nie mówił tego serio. W końcu, to nie miałoby sensu. Po co miałby mnie karmić? Posilać się potrafię, to z gotowaniem mam problem. 
– Jak trochę przestygnie, nic się nie stanie. A jak będzie bardzo źle, to sobie odgrzeję – stwierdził, biorąc talerz z jedzeniem w swoje ręce. Ten ruch mnie zaskoczył. Więc... więc nie żartował? Patrzyłem, jak nabiera na widelec jedzenie i kieruje go w stronę moich ust, a ja, może z odruchu, może z otępienia, posłusznie otworzyłem usta. I dałem się mu karmić, zbyt oniemiały, by przerwać to całe przedstawienie. – No proszę. Widzisz, jak ładnie zjadłeś? I z pełnym brzuchem na pewno się lepiej czujesz – powiedział zadowolony, odsuwając się ode mnie. – Może jeszcze chcesz dokładki? – dopytał, nakładając porcje dla siebie. Raz się zgodziłem na trochę więcej i już chce we mnie wciskać jeszcze więcej. 
– Nie, dziękuję. To, co teraz mi dałeś, i tak było dla mnie za dużo – powiedziałem zgodnie z prawdą, sięgając po chusteczkę, by otrzeć kąciki ust. Czułem się w tej chwili trochę dziwnie. Nienaturalnie. Za bardzo syty. Umysł podpowiadał mi, że miałem w żołądku za dużo, zdecydowanie więcej, niż powinienem sobie pozwolić. Byłem tak pełen, że jedyne, na co miałem ochotę, to położyć się i spać, a na to już zdecydowanie nie mogłem sobie pozwolić. 

<Piesku? c:>