Od Haru CD Daisuke

czwartek, 4 września 2025

|
 Cieszyłem się, że w końcu coś zjadł. To było najważniejsze, żeby się najadł. Wiedziałem jednak, że psychicznie wcale nie czuje się najlepiej. Lata zaniedbań i głodzenia się musiały pozostawić ślady, a konsekwencje dopiero teraz zaczynały wychodzić na powierzchnię. Było dla mnie oczywiste, że trzeba nad tym popracować, nie mógł się wciąż katować, to nie było normalne.
Ale co ja miałem zrobić w tej chwili? Zjadł posiłek, owszem… lecz czy następnym razem też sięgnie po jedzenie? Tego nie mogłem być pewien. Z tą myślą odsunąłem od siebie niepokój i postanowiłem, że przynajmniej teraz skupię się na własnym talerzu. Próbowałem jeść spokojnie, jednocześnie spoglądając na mojego panicza. Siedział na swoim miejscu z ciężkim westchnieniem, jakby powietrze samo uciekało z jego płuc.
- Jestem taki zmęczony - Mruknął w końcu. Jego powieki wydawały się ołowiane, oczy mętnie błyszczały w półcieniu, jakby za moment miał odpłynąć w sen.
- To może połóż się na chwilę? - Zaproponowałem, odkładając widelec.
Wtedy padła odpowiedź, która mnie zaskoczyła.
- Nie mogę. Teraz powinienem poćwiczyć… żeby nie przytyć. - Zamarłem. Ćwiczyć? Teraz, zaraz po jedzeniu? Przecież to nierozsądne, mógłby zwymiotować, zasłabnąć, a może i zrobić sobie jeszcze większą krzywdę. Dla mnie było to logiczne, lecz dla niego chyba wcale nie. Zrozumiałem, że to nie ciało, ale myśli prowadzą z nim nieustanną walkę, a ja w tej walce byłem jedynie bezradnym świadkiem.
Nie wiedziałem, co powiedzieć ani co myśleć. Jak miałem z nim pracować? Zmuszać go? To przecież nie miało sensu. Im bardziej będę naciskał, tym mocniej on będzie się bronił, a ja wcale nie chciałem, żeby traktował mnie jak przeciwnika. Nie chciałem, by walczył ze mną.
Nie na tym to polegało. Nie chciałem mu robić krzywdy, nigdy. Cały mój wysiłek miał prowadzić do tego, by mu pomóc, a jednak… w jakiś sposób i tak mu szkodziłem. Ciężar tej świadomości przygniatał mnie coraz mocniej.
Praca z kimś takim była trudna, wiedziałem to doskonale. I wiedziałem też, że nie jestem specjalistą. Może właśnie dlatego było mi tak ciężko. Wszystko, co miałem, to moje serce. Kochałem go i dlatego musiałem dbać o niego najlepiej, jak tylko potrafiłem. Nawet jeśli czasami oznaczało to błądzenie po omacku.
- Wiesz… ćwiczenia zaraz po jedzeniu mogą nie być najlepszym pomysłem - Odezwałem się spokojnie. - Myślę, że spacer będzie lepszy. Nie stracimy tego, co właśnie trafiło do żołądka, a jednocześnie nie będziemy leżeć bezczynnie w łóżku. - Na jego bladej, a zarazem pięknej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Widziałem, jak w jednej chwili napięcie ustępuje miejsca cichej radości.
- To wcale nie jest taki zły pomysł. Widzisz, jak chcesz to potrafisz - Przyznał z zadowoleniem, jakby nagle odzyskał trochę sił i ochoty do działania. Już gotów był, by opuścić pokój.
- Wiem - Odpowiedziałem miękko. - Dlatego pozwól mi tylko dokończyć posiłek. Idź się przygotować, a jak tylko skończę, od razu wyjdziemy. - Nachyliłem się, by złożyć na jego czole szybki pocałunek, prosty, ale przepełniony czułością i miłością. Chciałem, by wiedział, że jest dla mnie najważniejszy.

<Paniczu? C:>