Na jego słowa od razu pokręciłem głową. Nie po to tyle ćwiczyłem, skupiałem się i przełamywałem strach, by teraz chodzić po ziemi. Oczywiście, lepiej się czułem, kiedy czułem pod stopami twardą ziemię, ale dam radę. Muszę. Przerwy co jakiś czas i jakoś to będzie.
- Myślę, że jak co jakiś będziemy robić przerwy, to dam radę. Zresztą, to był nasz cel, tak? Bym w końcu te skrzydła jakoś ogarnął i byśmy mogli przyspieszyć. I teraz, skoro mamy taką możliwość, musimy z niej korzystać – powiedziałem, chwytając za plecak i... i w tej chwili miałem małe zawieszenie. Plecaka na plecy nie założę, mam skrzydła. Po chwili myślenia nałożyłem go na przód, na tors.
- Jesteś pewien, że dasz radę? - zapytał, na co kiwnąłem głową. Nie mam wyjścia, muszę dać radę, dla niego. Mówił mi nie raz, że muszę patrzeć na siebie, że wtedy będę najszczęśliwszy i najlepszy. Ale tak skupiać się tylko na sobie... nie potrafiłem. Nie, kiedy Miki jest obok. Odkąd go mam chcę, mu dać najwięcej szczęścia. Chcę, żeby poczuł się doceniony. Chciany. Kochany. No i też chcę w końcu się znaleźć na miejscu, by i on mógł odpocząć, i ja.
- Jak będę potrzebował przerwy, dam ci znać. A w tym czasie – tutaj westchnąłem ciężko. - Chodźmy. Albo raczej lećmy – odpowiedziałem, nerwowo rozprostowując swoje skrzydła.
- Nie wolisz jeszcze przez chwilę odpocząć? - zapytał dla pewności, na co znów pokręciłem głową.
- Nie, nie. Nie traćmy czasu. I miejmy nadzieję, że tak jak mówisz, nikt nas nie zaatakuje – odpowiedziałem, porywając się niepewnie w powietrze. Jeszcze trochę nie ogarniałem, jak to działa, dlatego najwyższa pora, by się nauczyć. A najlepiej uczy się wtedy, kiedy się praktykuje. I trochę nakłada na siebie presję. Do tego mam teraz warunki idealne wręcz.
- Pamiętaj, żeby się do niczego nie zmuszać – usłyszałem pod sobą. Jakie to urocze było, kiedy Miki się o mnie martwił... dzięki temu wiem, że nic mi się nie stanie. Więc skoro on dba o moje plecy, to ja muszę zadbać o niego. Proste.
- Owieczko, nie martw się tyle o mnie. Jestem silny. Muszę być – powiedziałem, kiedy w końcu wzniosłem się nad korony drzew. Co innego, kiedy chcesz się wznieść w górę, a co innego, kiedy chcesz lecieć na przód. Ale ja to rozgryzę. Mam na to trochę czasu.
- Nie musisz wcale być silny – odpowiedział, podlatując do mnie. - Nie musisz brać na swoje barki wszystkiego.
– Nie biorę. Nie muszę się o siebie martwić, bo ty robisz to za mnie – uśmiechnąłem się szeroko, chwytając jego rękę. Jak ją trzymałem, jakoś tak lepiej się czuję, kiedy czuję jego chłodną dłoń w swojej, wtedy wiem, że wszystko będzie dobrze, no bo przecież jest obok, to co złego się może stać?
<Owieczko? C:>