Odczuwałem niepokój. Ogromny, wszechogarniający niepokój, który ściskał mnie od środka. Miałem wrażenie, że mój partner znajduje się w niebezpieczeństwie, a ja, jako jego druga połowa, powinienem za wszelką cenę o niego zadbać. Wiedziałem, że nie mogę dopuścić, aby ktoś, kiedykolwiek, skrzywdził go ponownie. Przysiągłem sobie, że zrobię wszystko, by go chronić.
Problem w tym, że byłem młody i niedoświadczony. Tak naprawdę nie miałem pojęcia, jak się zachować, jak walczyć, jak przeciwstawić się tym, którzy mogli chcieć nam zaszkodzić. Ta świadomość ciążyła mi na sercu, bo wiedziałem, że moje możliwości są ograniczone. A jednak, nawet zdając sobie sprawę z własnej słabości, czułem w sobie dziwną, nieznaną wcześniej siłę, siłę, którą dawała mi miłość do niego.
Rozumiałem, że jeśli poszedłbym tam, na spotkanie z nimi, mogłoby się to dla mnie skończyć tragicznie. Nie wiedziałem, jakie pomysły mogli mieć w głowach, ani co dokładnie planowali. Jedno jednak było pewne: nie pozwolę, aby skrzywdzili osobę, którą kocham najbardziej. Nawet gdyby miało mnie to wiele kosztować. Nawet jeśli sam miałbym ucierpieć.
- Idziemy? - Zapytał, przyciągając moją uwagę i chwycił moją dłoń. Ścisnąłem ją, uśmiechając się ciepło.
- Oczywiście. Chodźmy - Odparłem, ciągnąc go w stronę łazienki. - Gorąca kąpiel już na nas czeka. - Para unosiła się w powietrzu; pokój wypełniła para wodna i przyjemne ciepło. Mimo to niepokój nie opuszczał mnie ani na chwilę. Nawet siedząc obok niego w wannie, z opuszkami palców zanurzonymi w wodzie, myśli krążyły wokół mężczyzn, którzy mogli chcieć go porwać.
- Haru, mówię do ciebie - Daisuke brzmiał nieco poirytowany, odwróciłem głowę ku niemu. - Słuchasz mnie w ogóle? - Zapytał, a w jego głosie słychać było irytacja.
- Przepraszam - Przyznałem, drapiąc się nerwowo po głowie. - Po prostu się zamyśliłem. - Przyznałem, drapiąc się nerwowo po głowie.
- Nad czym? - Uniósł jedną brew.
- O tych mężczyznach, którzy cię prześladują - Odpowiedziałem cicho. - Może powinniśmy to zgłosić opiekunom? To wydaje się rozsądne. - W głowie tliła się jednak inna myśl: przysięgłem, że jeśli skrzywdzą osobę, którą kocham, zrobię wszystko, by ją ochronić. Wiedziałem równocześnie, jak jestem młody i niedoświadczony; świadomość własnych ograniczeń ściskała mi gardło. Mogłem próbować walczyć, albo spróbować najpierw szukać pomocy. Chciałem chronić Daisuke’a, ale bałem się, że pochopne działania mogą nas narazić jeszcze bardziej.
Mój chłopak westchnął cicho i od razu pokręcił głową, jednoznaczny znak, że nie ma zamiaru zgodzić się, bym powiedział o tym opiekunom. Nie rozumiałem do końca dlaczego; miał jakiś swój powód, skryty za krótkim wzruszeniem ramion. Zastanawiałem się, co mogło się pod tym kryć.
- Nie możesz nikomu nic mówić - Burknął nagle, jego głos stwardniał. - Nikt nam nie uwierzy. Poza tym, jeśli tylko spróbują się do nas zbliżyć, zabiję ich.
Słysząc to, zamarłem. „Zabiję ich?”, myśl odbiła się od ścian mojej głowy jak kamień. Jego słowa mnie zaskoczyły i przestraszyły jednocześnie. Daisuke był dobrym człowiekiem; nie chciałem widzieć go takim, gotowego do takiego czynu. Czy naprawdę chciałby mieć na sumieniu czyjeś życie? A może mówił tak, bo był przerażony i chciał mnie chronić?
- Jesteś pewien? - Zapytałem, próbując opanować drżenie w głosie. - Przecież uwierzą nam. Raz już cię porwali, mogą to zrobić znowu. - Patrzyłem na niego bezbrzeżnie się bojąc. To nie był tylko strach o plan podróży czy utratę czasu, to był lęk o jego życie. Nie potrafiłem znieść myśli, że coś mu się stanie. Chciałem go chronić, ale nie chciałem, by to on stał się kimś, kogo kiedyś będę żałować.
<Paniczu? C:>