Od Soreya CD Mikleo

niedziela, 28 września 2025

|
 Im wyżej się wznosiliśmy, tym większy strach odczuwałem. Co, jak zaraz moje skrzydła zaraz przestaną działać? Jak zaraz odmówią mi posłuszeństwa, zastygną, nie będą się poruszać? Przecież im wyżej, tym większe prawdopodobieństwo, że jak upadnę, to sobie coś złamię. I on przecież też, bo trzyma moją dłoń, a ja jestem ciężki, zaraz bym go pociągnął na dół za sobą. A jak oboje się połamiemy? Przecież nasze szanse przetrwania spadną do zera. Jak ja się połamię, to pół biedy, Miki sobie świetnie poradzi. Jak Miki się połamie to... cóż, będę musiał dać z siebie wszystko, by doprowadzić go do zdrowia. Byłoby ciężko, ale bym się starał. Ale gdybyśmy oboje odpadli? Przecież to byłaby katastrofa. 
- Miki... robi się dosyć wysoko – odezwałem się niepewnie, patrząc na dół, na oddalającą się od moich stóp ziemię. Teraz muszę machać skrzydłami, albo umrę. Nie ma innych konsekwencji. 
- Nie patrz na dół, patrz na mnie – poprosił, drugą, wolną dłoń kładąc na mój policzek. Niepewnie zerknąłem na jego osobę, czując jak palce mrowieją mi ze strachu. Przecież on wie, że jeszcze ich nie ogarniam. Czemu chce, bym coraz to wyżej się wznosił? 
- A-ale... - zacząłem, zamierając na chwilę. Miałem wrażenie, że moje skrzydła sztywnieją, odmawiając mi na chwilę posłuszeństwa. Oczywiście gdyby tak się wydarzyło, już bym leciał w dół, ale na szczęście nie, dalej byłem w powietrzu, a Miki pilnował, bym był coraz to wyżej i wyżej. Gdybym ja miał taką pewność siebie, jaką on miał wiarę we mnie...
- Spokojnie. Daj im się ponieść. Jeżeli chcesz lecieć, będą cię słuchać – obiecał, a ja co miałem zrobić? Powiedzieć mu nie? Musiałem się go słuchać. W końcu... on się znał. On wiedział, co będzie działać. Ja mogłem tylko za nim podążać. I mieć nadzieję, że moje skrzydła nie zrobią mi psikusa, jak to miało miejsce raptem wczoraj. 
- Nie wiem, czy to taki dobry pomysł – przyznałem cicho, dalej przerażony tym, że w każdej chwili mogę spać. 
- To bardzo dobry pomysł. Widzisz, udaje ci się. Dalej się wznosisz. Słuchają cię – uspokajał mnie, wznosząc się już ponad korony drzew, a ja razem z nim. Było to dla mnie... dziwne. Niecodzienne. Nie przywykłem do takich widoków, nigdy nie miałem takich widoków. Poza tym, dalej nie czułem się pewnie z moimi skrzydłami, nie ufałem im do końca, musiałem skupiać się na tym, by cały czas nimi machać. Najchętniej patrzyłbym się dalej cały czas na nie, by się upewnić, że wszystko z nimi w porządku, że działają, ale Miki mi to uniemożliwia. Czemu nie chce, bym się upewniał? Przecież byłoby najbezpieczniej. - Widzisz? Tam jest nasz cel. Z tej perspektywy to nie tak daleko, co? - spytał, uśmiechając się łagodnie. Faktycznie, w linii prostej wszędzie było blisko. Jedyne, co mi się nie podobało, to to, że jesteśmy wystawieni na widok... cóż, wszystkiego. Nigdy nie wiesz na co i na kogo natrafisz. - Spróbujemy dzisiaj już lecieć?
- Chyba tak. Tylko... czy lecąc tak za dnia to dobry pomysł? Wystawiamy się przecież na jakiekolwiek strzały – podzieliłem się z nim moimi obawami, niepewnie rozglądając się dookoła, jakby coś zaraz nas miało zaatakować.

<Owieczko? C:>

Etykiety