Muszę przyznać, że ten pomysł od razu mnie zaintrygował. Chociaż nigdy wcześniej się w to nie bawiłem, coś we mnie podpowiadało, żeby spróbować. Była w tym jakaś tajemnica, ekscytacja, wiązanie jego dłoni, zasłonięcie oczu i pokazanie, jak to jest, gdy świat nagle znika, a zostaje tylko dotyk i czucie.
- Nigdy wcześniej tego nie robiłem - Przyznałem, patrząc na niego z lekkim uśmiechem. - Ale skoro chcesz, jestem otwarty na nowe doznania. - Dodałem, szczerze gotów na nową zabawę.
Spojrzał na mnie tak, że nie miałem wątpliwości, tego właśnie pragnął.
- W takim razie… do dzieła - Powiedział z wyczekującym błyskiem w oczach, jakby dawał mi pełną władzę nad tym, co się wydarzy.
Skoro tego chciał, zamierzałem zadbać o każdy szczegół. Sięgnąłem po pasek, powoli chwytając jego dłonie i unosząc je do tyłu. Delikatnie, ale stanowczo unieruchomiłem za jego plecami, przyglądając się uważnie każdej reakcji, lekkim drganiom mięśni, zmianie oddechu, temu, jak wpatrywał się we mnie z niecierpliwością.
Rozejrzałem się po pokoju, szukając czegoś, czym mógłbym zasłonić mu oczy. Mój wzrok padł na krawat rzucony niedbale na krzesło. Idealny. Podniosłem go i powoli owinąłem wokół jego oczu, pozwalając, by ostatnim, co zobaczy, był mój uśmiech. Potem została już tylko cisza, napięcie i to, co miał poczuć.
Mój panicz poddał mi się całkowicie. Leżał spokojnie, ufny i otwarty, jakby w tej chwili oddał mi pełną władzę nad sobą. Pochylałem się nad nim, składając długie, namiętne pocałunki na jego ciele, zaczynając od ust, przez szyję, aż po obojczyki, jakby każdy fragment jego skóry był dla mnie najcenniejszy.
Moje dłonie wędrowały powoli, z pełną czułością, badając każdy centymetr jego ciała. Czasem muskałem go lekko, ledwie dotykając, a innym razem przyciągałem do siebie mocniej, chcąc, by poczuł intensywność mojego pragnienia. Jego oddech stawał się coraz szybszy, drżał delikatnie pod moimi palcami, a ja wiedziałem, że każda reakcja była odpowiedzią na to, co mu dawałem.
Starałem się, by nic nie umknęło mojej uwadze, żaden szczegół, żaden zakamarek jego skóry. Chciałem, by poczuł się całkowicie pochłonięty przyjemnością, której nie musiał kontrolować. Bawiłem się nim dokładnie tak, jak tego pragnął, pozwalając, by jego fantazje ożyły w moich gestach.
Każdy pocałunek, każdy dotyk miał znaczenie, były obietnicą, że w tej chwili liczy się tylko on i to, co czuje.
Robiłem z nim, co tylko chciałem, a jednocześnie z największą troską dbałem o każdy jego oddech, każdy ruch. Oddawał mi się bez reszty, a ja prowadziłem go tak, by czuł się bezpieczny i pożądany. Każdym dotykiem, każdym pocałunkiem pozwalałem mu zbliżać się do granicy spełnienia, jednocześnie przedłużając tę chwilę, by była jeszcze intensywniejsza.
Chciałem, żeby zapamiętał to nie tylko jako chwilę rozkoszy, ale jako doświadczenie, w którym liczył się każdy detal, rytm mojego oddechu, ciepło dłoni, powolne tempo pieszczot. W tej grze dawałem mu wolność przeżywania i zatracania się, podczas gdy ja prowadziłem go tam, gdzie jego fantazje mogły w pełni się spełnić.
- I jak się czujesz? - Zapytałem, gdy po wszystkim uwolniłam jego oczy i dłonie, pozwalając spokojnie opaść na poduszkę.
<Paniczu? C:>