Na samą myśl poczułem na plecach zimny pot. Rozdzielić się... nie wyobrażałem sobie tego. Już raz się rozdzieliliśmy, na długi czas, i co? Strasznie bez niego błądziłem. A teraz, kiedy jestem przy nim, wszystko jest takie proste. Świadomość, że jest tu przy mnie, jest bardzo pocieszająca. O więcej prosić nie mogłem. Mam jego, i mam wszystko.
- Bez ciebie to ja sobie nie poradzę – powiedziałem cicho, poruszając niepewnie swoimi skrzydłami. Wystarczyło zwykłe gdybanie, a ja już poczułem się niepewnie. Nigdy w życiu nie chcę tego przeżywać. Nigdy.
- Nie chodzi mi o takie rozstanie na zawsze. Życie jest różne. Może się wydarzyć tak, że na pewien czas się rozstaniemy. I później musiałbyś mnie znaleźć. Najłatwiej by ci było, gdybyś użył skrzydeł, tak? Zresztą, nie jestem ci potrzebny do tego, byś osiągał sukcesy – próbował mnie uspokoić, ale teraz to ziarenko zostało we mnie zasiane, i mnie nie opuści.
- Ja tak nie uważam. Na razie jednak przy tobie jestem. I na tym się skup, dobrze? - położył mi dłoń na policzku, próbując mnie uspokoić. I chociaż niepokój już się rozgościł z tyłu mojego umysłu, pokiwałem głową. Tego chciał, bym skupił się na skrzydłach. I się skupię. Nauczę się, choćby miała być to ostatnia rzecz, jaką w tym życiu zrobię. - Chodź, pójdziemy na polanę, by gałęzie ci nie przeszkadzały. Zrobimy jak wczoraj, uniosę się troszkę nad ziemią, a ty spróbuj się ze mną zrównać, chwycić za dłoń.
- A to bezpieczne? Ostatnio cię ściągnąłem na dół, bo skupiłem się na czymś innym – powiedziałem niepewnie, powoli kierując się za nim. Teraz pojawił się nowy stres, że zrobię mu krzywdę. Będę musiał w końcu się z tymi skrzydłami zgrać, chociaż jak to nie wiem. Miki mi mówił, że słucha swojego ciała, rozmawia z nim, i ja to samo robię ze swoim. I co? Słuchać mnie nie chce, ale moich emocji już jak najbardziej słucha. Może więc powinienem mówić emocjami? Ale to też takie może być nieprzewidywalne i niebezpieczne. Nie, powinny się mnie słuchać, bez względu na wszystko.
- I nic mi nie było. To z tobą było gorzej, bo ja upadłem na ciebie, a nie na twardą ziemię – przypomniał mi, bez problemu rozkładając swoje piękne skrzydła. Nie dość, że piękne, to jeszcze tak płynnie. Mógłbym się w ten obrazek wpatrywać godzinami. Lubię podziwiać rzeczy, których ja nigdy nie osiągnę. - No już, chodź tu do mnie – poprosił, unosząc się w powietrze, jakby nic nie ważył. W sumie, to jest możliwe, wyglądał na właśnie takiego chudziutkiego i leciutkiego. Muszę go kiedyś porwać w ramiona. I może przycisnąć do jakiejś ściany. Na razie nasze stosunki spokojne, uczymy się siebie nawzajem, ale ja nie mogę się doczekać, aż będzie mi pozwalał na więcej, i na nowe, może bardziej zaborcze rzeczy? Ale to powoli, nie chciałbym mu niczego obrzydzić.
A przede wszystkim to ja się teraz muszę skupić na skrzydłach, a nie na tym, jak wyglądałby przyciśnięty do ściany.
- No dobra, macie się mnie słuchać i działać normalnie – mruknąłem do swoich skrzydeł, powoli je prostując, by zaraz móc machnąć nimi raz, drugi, trzeci, i powoli zacząć się wnosić w powietrze. Byleby tylko dalej machały, i jakoś to będzie...
<Owieczko? C:>