Czując gest, jaki wykonał, poddałem się mu na chwilę, pozwoliłem, by uwierzył, że ma nade mną przewagę. Dałem mu tę złudną pewność, by przez moment poczuł się kimś ważnym, jakby to on kierował wszystkim, co się działo. Niech tak myśli, niech w to wierzy, niech poczuje smak tej władzy.
Ja jednak od samego początku wiedziałem, że to tylko gra. Za chwilę przygniotę jego drobne ciało do łóżka i odbiorę mu kontrolę, pokazując, kto naprawdę tu rządzi. Wiem, że się temu nie sprzeciwi. Podporządkuje się, bo głęboko w sobie właśnie tego pragnie.
Może nie odczytuję emocji tak subtelnie jak on, ale nie potrzebuję tego. Wystarczy, że czuję jego ciało, rozpalone, drżące, pełne napięcia, które aż prosi, bym je posiadł. Każdy jego gest, każdy oddech zdradza, że pragnie mnie tu i teraz, że chce zatracić się w tej chwili i pozwolić mi prowadzić.
A kim byłbym, gdybym odmówił mu tej rozkoszy? Gdybym powstrzymał się przed tym, by pociągnąć go za sobą i zanurzyć w tej intensywności, której oboje potrzebujemy? Byłoby to jak zdrada samego siebie, jakby zaprzeczyć temu, kim naprawdę jestem. Dlatego nie zatrzymam się. Pozwolę, by przyjemność przejęła władzę, nade mną, nad nim, nad nami.
Nie czekając ani chwili dłużej, przewróciłem go na łóżko. Stracił kontrolę nad sobą, a ja tylko przyjąłem to, co sam mi ofiarował. To, co i tak od początku należało do mnie.
Jego ciało płonęło, usta drżały, a każdy jego ruch i każdy urwany dźwięk sprawiały, że pragnąłem go coraz mocniej. Im bardziej się poddawał, tym bardziej chciałem zawładnąć nim w całości. Chciałem, by nie miał wątpliwości, że teraz jestem jego wszystkim, że w tej chwili nie istnieje nic poza mną.
Nie pozwalałem mu myśleć o niczym innym. Każdy mój dotyk, każdy gest miał przypominać mu, kto tu prowadzi i kto daje mu to, czego potrzebuje. Wiedziałem, że pragnie właśnie tego, bym oderwał go od codziennych ciężarów, od problemów, które w nim zalegały, i pozwolił mu zatopić się w czystym zapomnieniu.
Byłem po to, by być jego ostoją. Ale jednocześnie byłem jego siłą, której musiał się poddać. Dawałem mu ucieczkę, a wraz z nią władzę, której nie mógł już odebrać.
Mój panicz zacisnął dłonie na pościeli, jego ciało lekko drżało, a głowa powoli odwróciła się w moją stronę.
- Haru… mocniej… chcę cię bardziej poczuć - Wyszeptał, a w jego pięknych oczach zamigotał błysk, który był jednocześnie prośbą i wyzwaniem.
Słysząc te słowa, uśmiechnąłem się pod nosem. Wiedziałem, że w tej chwili jest tylko mój, że oddał mi całą kontrolę. Pochyliłem się, by spojrzeć mu w oczy, i poczułem, jak napięcie między nami gęstnieje. Teraz mogłem spełnić jego małe życzenie, obracać go, jak tylko zapragnę, prowadzić jego ciało tam, gdzie chciałem, i doprowadzić je do drżenia, do ekscytacji, do spełnienia.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - Wyszeptałem tuż przy jego uchu, a chwilę później nasze usta połączyły się w namiętnym pocałunku. Smakował słodko, a jego oddech przyspieszał z każdą sekundą, gdy moje biodra zaczęły poruszać się mocniej i szybciej, narzucając rytm, któremu nie mógł się oprzeć.
Prowadziłem go pewnie, czułem, jak całe jego ciało reaguje na każdy mój ruch, jak napina się i drży, gdy coraz bardziej zatracał się w przyjemności. W tej chwili nie było już nic poza nami dwoma, jego oddanie i moja władza splatały się w jedno, niosąc nas coraz wyżej, ku spełnieniu.
<Paniczu? C:>