Odprowadziłem Mikleo wzrokiem i kiedy tylko zniknął pomiędzy drzewami wiedziałem, że nie mam już żadnej wymówki. Musiałem wziąć wdech, wydech i spróbować się zakumplować z moimi skrzydłami... znów. Ciekawe, jak wiele czasu minie, nim w końcu zaczną się mnie słuchać. Oby jak najszybciej. Nie chciałbym, by mój chłopak był skazany na mnie dłużej niż powinien. No i też nie chciałbym, by się ze mną męczył, a jednak taka podróż, podczas której to skazany jest na tylko i wyłącznie moje towarzystwo... jak on w ogóle daje ze mną radę? Nieironicznie, podziwiam go. Mam trudny charakter, widzę, że czasem ma mnie dosyć, a jednak cały czas przy mnie trwa. A przecież mógłby sobie gdzieś polecieć, gdzieś z dala ode mnie, nawet na tę chwilę. Nie mogę się już doczekać, aż moje skrzydła w końcu będą działać jak skrzydła, nie tarcza, i znajdziemy się na miejscu. Nawet jeżeli jest samotnikiem, towarzystwo innych osób dobrze mu zrobi.
– No już, możecie się pokazać – mruknąłem trochę zniecierpliwiony, ale jak na złość mnie nie słuchały. Czemu? Robię to tak, jak mi powiedział Miki, myślę o nich jak o przedłużeniu swojego ciała. I co? I nic. Ostatnim razem Miki musiał mi pomóc je przywołać, i chyba teraz też by jego pomoc się przydała.
No ale wpierw spróbuję sam.
Nie poddawałem się. Starałem się robić wszystko, żeby je przywołać. I co? I nic. Miki jakoś tam gładził mnie na plecach, i jakoś tak nagle się rozprostowały. Może... może powinienem zrobić to samo? Stwierdziłem, że nic mi nie szkodzi spróbować.
Tylko, ciężko mi było dotrzeć do tego miejsca. Musiałem się nieźle nagimnastykować, a i tak mi nie wyszło.
– Możesz mi powiedzieć, co ty robisz? – usłyszałem nagle głos swojego chłopaka.
– Ja? Staram się przywołać skrzydła. Pamiętam, że ty tam miejsce na moich plecach głaskałeś... I ciężko mi tam dotrzeć – opuściłem rękę, ciężko wzdychając. Nie jestem najbardziej giętką osobą.
– Powinieneś sobie poradzić bez stymulacji – stwierdził, podchodząc do mnie.
– No wiem, wiem... robię tak jak mówisz, myślę o nich jak o przedłużeniu ciała, mówię do nich, i co? I nic. Jakby mi chciały robić na złość – burknąłem, pusząc policzki.
– Jak coś, co jest tobą, może ci robić ma złość? – spytał rozbawiony, kładąc dłonie na moich ramionach.
– No... no normalnie. Jak włosy mi robią na złość, bo się nie układają, tak skrzydła robią mi na złość, bo się nie pokazują. Czasem też moja głowa mi na złość robi, bo zapomina ważne rzeczy. Całe moje ciało potrafi mi robić na złość – wyjaśniłem, uśmiechając się do niego głupkowato. Cóż mogę poradzić, taki już mój urok.
<Owieczko? c:>