Cieszyłem się, że mogłem być powodem, dla którego się nie załamał. Obiecałem mu przecież, że będę przy nim tak długo, jak tylko będzie tego chciał, i że pomogę mu w każdym kłopocie,nawet jeśli miałby on obciążyć mój umysł i ciało bardziej, niż potrafię sobie wyobrazić. W głębi duszy wierzyłem jednak, że jestem wystarczająco silny, by udźwignąć wszystko, co tylko mogło na nas spaść, byle tylko móc być przy nim i zajmować się nim na każdy możliwy sposób.
- Cieszę się, że mogę ci pomóc chociaż w taki sposób - Wyszeptałem cicho, wtulając się w jego dłoń.
Poczułem, jak odwzajemnia mój uśmiech, jak na jego twarzy pojawia się ciepło i ulga. W tej chwili wszystko, czego potrzebowałem, sprowadzało się do jednej rzeczy, mieć go przy sobie. Nie pragnąłem bogactwa, nie marzyłem o wielkich osiągnięciach. Najcenniejsze było dla mnie to, że mogłem czuć jego obecność obok, że wiedziałem, iż nie jestem sam.
- Nawet nie wiesz, ile znaczy dla mnie to, że w ogóle tu jesteś - Przyznał, a jego słowa wdarły się prosto w moje serce. Poczułem, jakby rozświetliły całą przestrzeń między nami, jakby rozwiały wszystkie cienie, które dotąd w nas tkwiły.
Potrzebowałem go tak samo, jak on potrzebował mnie. To wzajemne pragnienie bycia razem, ta nić, która łączyła nasze serca, była czymś silniejszym niż jakiekolwiek słowa. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, szczery, prawdziwy, ten jedyny, który nie potrzebował wyjaśnień. Był odpowiedzią na wszystko, był dowodem, że żadne słowa nie oddadzą tego, co rodzi się w ciszy między dwojgiem ludzi, którzy odnaleźli się w odpowiednim momencie.
W milczeniu trwaliśmy przy sobie, czerpiąc radość z każdej wspólnej ciszy. Nie potrzebowaliśmy słów to, co było między nami, nie wymagało żadnych wyjaśnień. Milczenie stawało się jak złoto, jak najcenniejsza nagroda, której oboje tak bardzo potrzebowaliśmy. Wystarczała sama obecność, ciepło ciała obok, świadomość, że nie musimy nic mówić, by się rozumieć.
Przez kilka chwil pozwalaliśmy tej ciszy otulać nas jak miękkiej kołdrze. W końcu mój partner delikatnie odsunął się od mojego ciała, a jego spojrzenie zatrzymało się na mnie. Patrzył intensywnie, niemal badawczo, lecz w jego oczach nie było nic niepokojącego, tylko coś, czego jeszcze nie potrafiłem odczytać.
- Coś się stało? - Zapytałem z lekkim uśmiechem. - Mam coś na twarzy? - Dopytałem odruchowo dłonią dotykając swojej twarzy.
- Nie, w żadnym wypadku - Odpowiedział spokojnie, a na jego wargach zarysował się łagodny uśmiech. - Po prostu… podziwiam twoją przystojną twarz. - Słowa te wywołały we mnie falę ciepła, jakby ktoś rozpalił ogień w samym środku mojego serca. Na moich ustach pojawił się jeszcze szerszy uśmiech, szczery i pełen wdzięczności.
- To mi się bardzo podoba, Nawet nie wiesz jak bardzo - Wyszeptałem, czując, jak serce bije mi coraz szybciej. - Możesz mówić mi tak częściej… - Nie czekałem jednak na odpowiedź. Nasze usta odnalazły się w namiętnym, zachłannym pocałunku. Był w nim głód, którego nie dało się powstrzymać, mieszanina tęsknoty, ulgi i pragnienia. Pocałunek, który mówił więcej niż jakiekolwiek słowa.
<Paniczu? C:>