Delikatnie pogłębiłem pocałunek, wsuwając dłoń w jego włosy. To było bardzo miłe z jego strony, że spełnił moją zachciankę mimo że przecież wcale nie musiał. Od tego miałem służbę, do której Haru nie należy. Chyba po prostu chciał poprawić mi humor po wczorajszych wydarzeniach... i byłem mu za to wdzięczny. Gdyby nie on... słowa babki wżarłyby się głęboko w moją psychikę. Oczywiście, dalej one we mnie są, ale teraz mam motywację. Muszę być silny nie dla niej, ale dla Haru. Nie mogę pozwolić na to, by to on mnie bronił, by mnie ratował, i by nie narażał się za niebezpieczeństwo. To jest znacznie lepsza motywacja.
Usiadłem na jego kolanach, zmniejszając ten dystans pomiędzy nami. Na zakończenie pocałunku delikatnie podgryzłem jego dolną wargę, co chyba mu się spodobało. Uśmiechnąłem się do niego zadziornie, a następnie przytuliłem się do jego ciała, kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Miałem wszystko, jego obecność, ciepło, słodycz na języku... jedyne, czego teraz potrzebowałem, to upewnienia się, że tamta dwójka po mnie nie wróci. Ale niech tylko spróbują. Skończą jak ich kolega.
Haru zaczął gładzić moje plecy, co było niebezpieczne. Usypiające. Spałem wystarczająco długo, a jeszcze muszę przespać całą noc. Zatem, spać teraz nie mogę. Muszę skupić się na czymś innym, cokolwiek, byleby nie zasnąć. Podniosłem głowę, tak, by móc na niego patrzeć, a następnie położyłem dłoń na jego policzku, zaczynając powoli odczytywać jego emocje.
- Za bardzo się o mnie martwisz – powiedziałem po chwili, zaniepokojony tym, jak bardzo przejmuje się moją osobą. Tak nie powinno być. Czy nie udowodniłem mu, że potrafię o siebie zadbać? Przecież się uwolniłem, uciekłem, a nawet pozbyłem jednego z pasożytów. Ja wiem, że babce to nie imponuje, ale jemu? Jemu już powinno.
- Kiedy się kogoś kocha, to się o tę osobę martwi – wyjaśnił, uśmiechając się do mnie łagodnie, i też jednocześnie trochę smutno. - A ty przeżyłeś traumę. To oczywiste, że będę się o ciebie martwić.
- Traumę? - powtórzyłem, delikatnie marszcząc brwi. - Nie powiedziałbym, że jestem straumatyzowany. Czuję złość na siebie samego, że tak łatwo dałem się podejść. I może niepokój, że tamci faceci mogą tutaj wrócić, że jeszcze będą tu się kręcić. Trwało to kilka godzin, nie dni. Pewnie inaczej bym się czuł, gdybym był zamknięty i zakneblowany na dłuższy czas. Dobrze, że byli tacy opieszali, i że szybko zaczęli świętować. Miałem szczęście, z którego skorzystałem – wzruszyłem ramionami, ale z jakiegoś powodu Haru poczuł do mnie podziw, czego już w ogóle nie rozumiałem.
- Jesteś bardzo odporny. Niejedna osoba po tych kilku godzinach nie pozbierałaby się psychicznie, a ty... trochę odpoczynku, i już nic po tobie nie widać – powiedział zachwycony.
- Cóż mogę powiedzieć, jestem niezwykły – powiedziałem rozbawiony, uśmiechając się zadziornie. - Ale też to dzięki tobie. Gdyby nie ty, pewnie nie czułbym teraz tak dobrze – dodałem już znacznie bardziej na poważnie, delikatnie gładząc jego policzek.
<Wilczku? C:>