Słysząc jego słowa, nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Skoro tak bardzo podobały mu się moje włosy… może faktycznie powinienem pozwolić im rosnąć? Lubiłem ich dotyk, to, jak swobodnie opadały, i przede wszystkim fakt, że wreszcie nikt nie mówił mi, jak powinienem wyglądać. Sorey akceptował mnie takiego, jakim byłem, a świadomość, że nie muszę się już podporządkowywać cudzym oczekiwaniom, była dla mnie czymś nowym i niezwykle cennym.
Szczerze mówiąc, samo podcinanie włosów zawsze mnie męczyło. Rosły mi naprawdę szybko, a ja nie nadążałem z ich obcinaniem. To było wręcz zabawne, na ciele prawie wcale nie miałem owłosienia, a na głowie przybywało mi go z każdym dniem. Gdybym chciał utrzymywać je w krótkiej fryzurze, musiałbym podcinać je co miesiąc, góra dwa. Tak właśnie chciał mój dziadek… On uważał, że moja twarz zbyt bardzo przypomina kobietę, dlatego zakazywał mi zapuszczania włosów. Twierdził, że byłoby to dla mnie upokarzające.
- Gdyby dziadek to zobaczył, już miałbym kłopoty - Mruknąłem, przypominając sobie jego karcące spojrzenie. Wystarczyło jedno, by zniechęcić mnie do jakiejkolwiek własnej decyzji czy myślenia inaczej, niż on mnie nauczał.
- Na szczęście już nigdy nie będzie mówił ci, jak masz żyć ani jak wyglądać - Szepnął Sorey, a jego usta musnęły delikatnie mój kark. - Ja zaakceptuję każdy twój wygląd i wszystko, co zechcesz z nim zrobić. - Nie wiem, dlaczego, ale te słowa sprawiły, że na mojej twarzy momentalnie pojawił się rumieniec. Chciałem go ukryć, więc zakryłem policzki dłonią, lecz i tak czułem, jak gorąco rozchodzi się po całym moim ciele. Chyba będę potrzebował jeszcze trochę czasu, by oswoić się z tymi emocjami, tak przyjemnymi, a zarazem odrobinę zawstydzającymi. Wstyd się przyznać, ale wciąż nie do końca je rozumiałem.
Sorey zaśmiał się cicho i usiadł tuż za mną, obejmując mnie ramionami.
- Kocham cię, owieczko - Wyszeptał miękko, jakby zdradzał mi największą tajemnicę. - Kocham cię tak, jak nigdy wcześniej nikogo nie kochałem. - Jego usta musnęły mój płatek ucha, a zęby lekko go podgryzły, podczas gdy dłoń nieśmiało wsunęła się pod moją koszulkę, by mnie odrobinę podrażnić.
Natychmiast poczułem falę gorąca rozlewającą się po całym ciele. Serce przyspieszyło, a oddech zadrżał, ale zanim dałem się ponieść, chwyciłem jego rękę i delikatnie odsunąłem od siebie.
- Bardzo proszę, nie rób tak… - Powiedziałem cicho, z lekkim zawstydzeniem. - My nie mamy teraz na to czasu. Przygotuję ci herbatę, potem pójdę się umyć, a ty w tym czasie poćwiczysz kontrolę nad swoimi skrzydłami. Dobrze? - Poprosiłem, podnosząc się z koca. Nawet nie czekałem na jego odpowiedź, bo znałem ją doskonale: kolejne droczenie się albo komentarz, który i tak sprawiłby, że spłonąłbym rumieńcem.
Mój partner jedynie zaśmiał się cicho, pokręcił głową z rozbawieniem i pozwolił mi działać. Podobało mi się to w nim, że potrafił odpuścić, gdy naprawdę tego potrzebowałem, i dać mi przestrzeń, nawet jeśli kusiło go, by znów się ze mną droczyć.
Przygotowanie herbaty zajęło mi tylko kilka minut. Gdy wręczyłem mu kubek, spojrzałem na niego z lekkim uśmiechem.
- Proszę. A teraz naprawdę spróbuj poćwiczyć - Poprosiłem, a on skinął głową, przyjmując napój z wdzięcznością.
Zostawiając go w skupieniu nad jego własnymi obowiązkami, skierowałem się w stronę wody. Chłodna lecz mimo wszystko relaksacyjna kąpiel była dokładnie tym, czego potrzebowałem na początek dnia, chwilą tylko dla siebie, zanim znów oddam całą uwagę jemu.
<Pasterzyku? C:>