Kiedy wyczułem, że Miki chce się odsunąć, od razu chwyciłem go mocno, przysuwając do siebie. Jego ciało było chłodne, owszem, ale ja byłem tak opatulony tymi wszystkimi ubraniami i kocami, że nie czułem jego skóry. Zresztą, kiedy przypadkiem go raz czy dwa dotknąłem dłonią, to był nawet... ciepły. Oznaczało więc to, że to ja byłem za bardzo wychłodzony, ale to nic. Zaraz ognisko mnie ociepli, i będzie dobrze. Musi być. Innego wyjaśnienia ja tutaj nie dostrzegam.
- Nie odsuwaj się ode mnie – poprosiłem, tuląc go do siebie mocno.
- Potrzebujesz ciepła. Ja ci go nie dam – odpowiedział niepewnie, jeszcze będąc spięty, nie chcąc się do mnie przytulić.
- Właśnie, że dasz. Takie emocjonalne, a ono też jest bardzo ważne – odpowiedziałem, mocno go przytulając i starając się powstrzymać drżenie ciała. Rany, jak mi strasznie zimno było. Ale jak inaczej się tu umyć?
- A jak zachorujesz? - zapytał, ewidentnie za bardzo zmartwiony.
- Jeżeli istnieje we mnie ten anielski pierwiastek, no to chory nie będę. Jakiś większy immunitet na choroby też muszę mieć, prawda? - odpowiedziałem, opierając policzek o jego głowę. Ależ on słodziutko pachniał... mogę wdychać jego zapach godzinami, dosłownie, i nigdy nie będzie mi go za mało.
– Na razie lepiej tego nie testować – odpowiedział, a ja zacząłem myśleć, że może to nie kwestia mojej potencjalnej choroby, a jego zwykłej niechęci. Nie chce się do mnie przytulać, a ja go zmuszam. Tylko jeżeli nie chce, to czemu mi o tym nie mówi? Przecież ja bym się nie pogniewał. Rozumiem, że ktoś taki jak on nie jest przyzwyczajony do ciągłego dotyku, że może mieć dosyć i chcieć przerwy. Tylko wystarczy mi to powiedzieć, a nie wykręcać się mną. Zdecydowanie bardziej wolę prawdę niż takie wykręcanie się.
– Wiesz, że jeżeli nie chcesz, wystarczy powiedzieć? Nie zmuszałbym cię – powiedziałem, puszczając go, na co Mikleo od razu się ode mnie odsunął. Nie powiem, trochę mi się przykro zrobiło, ale nie pokazałem tego po sobie. Można nie mieć ochoty, i ja to muszę to przeżyć z godnością.
– To nie tak. Ja chcę, bardzo. Po prostu martwię się o ciebie – wyjaśnił, na co delikatnie przekręciłem głowę.
– I myślisz, że przytulanie się do mnie sprawi, że będzie mi zimno? – zapytałem, kompletnie go nie rozumiejąc. Owszem, był odrobinkę chłodny, ale szanujmy się, przecież to naprawdę nic takiego, zwłaszcza w porównaniu z tą lodowatą wodą.
– Raczej chodzi mi o to, że cię wyziębi – wyznał, a ja na jego słowa tylko szeroko się uśmiechnąłem.
– Owieczko, to tą lodowata woda mnie wyziębiła. Ty w porównaniu z nią jesteś jak gorący płomień – wyjaśniłem, mając nadzieję, że te słowa do niego dotrą i w końcu sam się do mnie przytuli, i do niczego nie będę go musiał przymuszać.
<Owieczko? c:>