To było takie urocze, kiedy mogłem podziwiać jego początki, pierwsze reakcje, rumieńce, doznania... Dotychczas moi partnerzy byli raczej trochę bardziej doświadczeni, niż taki mój Miki. Ale mnie nie przeszkadza to, że jest taki... nieśmiały. Zawstydzony. Niepewny. Było w tym wszystkim coś takiego uroczego, kiedy mogłem podziwiać, być świadkiem i powodem tych wszystkich jego reakcji. To było dla mnie jak błogosławieństwo.
- Z chęcią pokażę ci wszystko, o co mnie tylko poprosisz – powiedziałem cicho, a następnie ucałowałem go w kącik ust. - Idziemy się umyć i spać? - zaproponowałem, wszystko, czego chcąc, to po prostu przytulić go mocno do siebie i zasnąć, dając sobie w końcu odpocząć. Ale bym się teraz położył w takim łóżeczku... nie musi być jakoś super, byleby miał materac. Tak to jest, że jak sobie człowiek nieco pośpi na wygodnym, to się później na ziemi spać nie może. Ale może w końcu ogarnę te skrzydła, i nasza podróż nie będzie tak długa? Tego bym chciał. Na dłuższą metę życie w ciągłej podróży jest męczące, zwłaszcza, że jednak my podążamy przez lasy i dzikie stepy, unikając miasta i wioski tak długo, jak to możliwe. Nie, żeby po drodze było ich jakoś bardzo dużo. Największe skupiska ludzi były bardziej na północy, w pobliżu Akademii, Konglomeratu, a tutaj? Niezwykle mało ludu, a jak już jakieś wioski są, to tak strasznie odbiegają z technologią od tego, co chociażby było w akademiku. Żyją swoim życiem, jakby żadnego problemu nie było, a na pewno czują te wszystkie zmiany, wybuchy magii skrzywdziły nie jedną osobę... obyśmy my bezpiecznie dotarli strażników.
- Mhm. Potrzebuję tylko chwilki – przyznał, na co kiwnąłem głową. Do rzeki, na szczęście, daleko nie ma. Co prawda, woda będzie lodowata dla mnie, ale nic z tym nie zrobię. Nie mamy żadnej miski, do której mógłbym wlać podgrzaną wodę, a brudny spać chodzić nie lubię, zatem nie mam wyjścia. Położę się bliżej ogniska, opatulę kocem, i może nie zachoruję.
- Nie spiesz się, Owieczko. Mamy czas – powiedziałem spokojnie, dalej przy nim leżąc. Wiedziałem, że był wykończony. Jego ciało nie jest jeszcze przyzwyczajone, to dalej dla niego nowość, a ja miałem czas, by na niego poczekać. Nie chciałem go pośpieszać, chciałem, by się czuł jak najbardziej komfortowo. Najgorsze, co mógłbym mu teraz zrobić, to wymagać od niego rzeczy na ten moment dla niego możliwych. A ludzie... cóż, ludzie są różni. Natrafiałem na takich, dlatego nie chcę powielać ich błędów. Nie chcę, by Miki czuł się tak samo, jak ja wtedy.
- Chyba możemy już iść – stwierdził w końcu, powoli podnosząc się do siadu. Dzisiaj jeszcze tak tego nie odczuje, ale jutro trochę obolały może być. Też muszę o tym pamiętać, i tak często mu nie proponować stosunku, tylko dać mu ten czas na regenerację jego ciała.
- Już biorę ręcznik – powiedziałem i nim wstałem z koca, pocałowałem w policzek.
<Owieczko? C:>