Kiedy zeszła ze mnie adrenalina poczułem, jak zaczyna boleć mnie całe ciało. Miałem mnóstwo siniaków i zadrapań, o których nie wiedziałem, że mam, dopóki nie ściągnąłem z siebie ubrań. Gorący prysznic był dla mnie jak zbawienie, potrzebowałem go, by rozluźnić spięte mięśnie, i zmyć wszelkie ślady, jakie zostawili na mnie tamci mężczyźni; cały bród, krew, smród piwska. Wzdrygnąłem się na samą tę myśl. Gdybym popełnił jakiś błąd... już by, nie żył. To z pewnością. Inaczej, po co by zabrali broń? Z pewnością nie byli dobrzy. Chcieli tylko się szybko wzbogacić, niezależnie od ceny. Tylko, na jakiej podstawie mnie wytypowali? Skąd wiedzieli, kim jestem, do kogo się zwrócić o pieniądze za okup? Nie wyglądali jak ktoś, z kim moja rodzina miałaby do czynienia. W pewnych kręgach jestem dosyć znany, a oni nie należeli do żadnego z takich kręgów.
Wyszorowałem się dokładnie, i to tak dokładnie, że skóra aż zrobiła się czerwona. Dopiero wtedy mogłem ubrać w coś stosownego. Najchętniej bym założył jakieś luźne rzeczy, ciepłe, a następnie położył się spać. Wiedziałem, że nie mogę sobie na to pozwolić. Babka przyjeżdża, zatem powinienem się prezentować jak najlepiej; idealne dopasowane ubranie i idealna fryzura. Tylko to zszycie rany... ono najbardziej rzucało się w oczy. I nic nie mogłem z tym zrobić. Gdybym miał grzywkę, to bym ją zakrył, owszem, ale babka bardzo nie lubiła takiego uczesania. Wolała, kiedy miałem ładnie zaczesane włosy do tyłu, i w ten sposób się dzisiaj uciekałem. Akurat już będę gotowy na zajęcia, na które będę musiał iść, pomimo tego, że byłem tak okropnie zmęczony, a głowa była przytłoczona tym wszystkim. Nie pozwoli mi na to.
Cicho opuściłem pomieszczenie, od razu wyczuwając jakiś przyjemny zapach. I w tym samym momencie poczułem, jak strasznie byłem głodny. Jednak... czy powinienem jeść? O tej godzinie śpię, a nie jem. Ale z drugiej, naprawdę miałem ochotę coś zjeść, mój żołądek też się tego domagał. Teraz to dopiero byłem w kropce.
- Już jesteś – usłyszałem głos mojego chłopaka. Niby miał spokojny, łagodny ton głosu, ale wyczułem w tym wszystkim nutkę zmartwienia. - Jesteś głodny? Przygotowałem ci kanapkę. I sobie oczywiście też. Do tego może jeszcze herbatę? - zaproponował, podchodząc do mnie, by uchwycić moje dłonie.
- Zrobiłeś zwykłą kanapkę, i tak by pachniało? - spytałem, delikatnie marszcząc brwi.
- Widzisz? Ja mam dopiero talent – wyszczerzył się głupio, a ten zwyczajny gest wywołał u mnie delikatny uśmiech.
- Owszem, masz. Odkąd tylko spróbowałem pierwszy raz posiłku, który przygotowałeś, nie miałem żadnych wątpliwości – powiedziałem cicho, dając się mu poprowadzić do kuchni. Skoro już przygotował posiłek, to go powinienem zjeść, by się nic nie zmarnowało.
Mimo, że chciałem skupić się w tej chwili na Haru, przyjazd babki całkowicie zajmował moją głowę. Siedziałem jak na kolcach, czekając na pukanie do drzwi, które w końcu nastąpiło. Ciche, niepozorne, ale dla mnie tak bardzo znajome. Od razu wstałem, by dobrze ją przywitać. Odruchowo się wyprostowałem dbając o to, by moja postawa była idealna, wyprostowana, co zaskoczyło Haru; zauważyłem, jak delikatnie marszczy brwi na moje zachowanie. Nie rozumie... ale to dobrze dla niego. Cieszyłem się, że chociaż jedno z nas miało normalną relację.
Z wyglądu moja babka prezentowała się normalnie, niepozornie wręcz. Niska, dumna, surowa. Nie trzeba było mieć specjalnych umiejętności, by zobaczyć, że jest wręcz wściekła. Jedno jej spojrzenie wystarczyło, bym skulił się w sobie. Ukłoniłem się, i tak wiedząc, że nie spełniam jej minimum.
- Dzień dobry – odpowiedział grzecznie Haru, ale to zostało całkowicie zbyty.
- Wyjdź na chwilę, chłopcze. Muszę porozmawiać z wnukiem – rzuciła tylko w jego stronę. Nie miało to dla mnie za bardzo sensu, czy wyjdziemy my, czy on. Haru i tak wszystko usłyszy. Równie dobrze mogłaby nie wychodzić, ale lepiej, żeby babka o tym nie wiedziała. Niech myśli, że to coś da.
<Wilczku? C:>