Od Mikleo CD Soreya

piątek, 19 września 2025

|
Patrzyłem na niego w milczeniu, zastanawiając się, dlaczego w ogóle o to pyta. Przecież dobrze wie, że może. Moje ciało samo zdradza każdą myśl, drży, jakby błagało o jego dotyk, o ciepło i bliskość, których tak bardzo pragnę. A jednak on pyta, jakby chciał się ze mną podrażnić. A może właśnie o to chodzi? Może to gra, próba sprawdzenia, jak bardzo jestem gotów się otworzyć?
Nie do końca rozumiem, jak mam się zachować, ale czuję, że jeśli to zabawa, to taka, w którą chętnie wejdę. Może nawet potrzebuję tego napięcia, tej chwili zawahania, by później jego dotyk smakował jeszcze mocniej.
- M… możesz - Wyszeptałem w końcu, z trudem przełykając ślinę. Całe moje ciało drżało pod wpływem jego dłoni, jakby samo oddawało mu odpowiedź, zanim zdążyłem wypowiedzieć słowa.
Mój partner uśmiechnął się tak, jakby tylko na to czekał, na moje ciche przyzwolenie, które otworzyło przed nim drogę. Każdy jego ruch był powolny, kontrolowany, jakby chciał wydłużyć tę chwilę do granic możliwości. Moja skóra drżała pod jego palcami, a każdy dotyk zdawał się rozlewać po mnie niczym żar, którego nie sposób ugasić.
Mój umysł szalał, nie potrafiłem skupić się na niczym poza nim, jego obecnością, jego ciepłem. Każdy gest rozbudzał we mnie coraz większy głód bliskości, pragnienie, by zatracić się w nim jeszcze bardziej. Czułem, że chcę go całego, bez granic i bez zahamowań.
Jego usta były jak ogień, a dłonie, jakby znały każdy fragment mnie, każde ukryte drżenie. Próbowałem zachować ciszę, powstrzymywać dźwięki, które cisnęły się na moje gardło, lecz moje ciało samo zdradzało wszystko, niepewne ruchy, które wyrażały prośbę, by nie przestawał, by pozwolił mi tonąć w tej chwili jeszcze głębiej.
Jego bliskość była mi potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Każdy dotyk, każdy pocałunek niósł w sobie coś, czego nie potrafiłem nazwać, jakby przy nim odkrywałem zupełnie nową część siebie. Początkowe zawstydzenie ustępowało miejsca ciepłu, które mnie ogarniało, a nieznane wrażenia zamieniały się w pragnienie, by ta chwila nigdy się nie skończyła.
Pozwalałem mu prowadzić, pozwalałem, by każdy jego ruch zatrzymywał się we mnie na dłużej, jakby czas mógł stanąć w miejscu. Czułem go coraz mocniej, głębiej, nie tylko w dotyku, ale w samym sercu. Dzięki niemu poznawałem inny wymiar bliskości, taki, którego wcześniej nie znałem, a który teraz stawał się częścią mnie.
To zbliżenie było inne niż to pierwsze. Towarzyszyły mi zupełnie nowe odczucia, jakby każde kolejne miało być inne, wyjątkowe, pełne nieznanych wcześniej barw. Może to moje ciało uczyło się odbierać jego bliskość na nowo? Może właśnie teraz rozumiałem, czym naprawdę jest pragnienie dotyku, zaufanie i chęć poznania drugiej osoby w najbardziej ludzki, szczery sposób.
- Jesteś naprawdę niesamowity - Wyszeptał, gdy ułożył się obok mnie na kocu, składając delikatny pocałunek na mojej skroni.
- Ty również… Nigdy nie przypuszczałem, że to wszystko będzie aż tak piękne - Odpowiedziałem, czując, jak policzki oblewa mi gorący rumieniec. Wstydziłem się swoich słów, bo to, co mówiłem, było dla mnie wciąż nowe i niecodzienne. A jednak wiedziałem jedno, przy nim odkrywałem coś, czego brakowało mi każdego dnia.
Potrzebowałem czasu, by zrozumieć, co naprawdę czuję. Ale nawet teraz byłem pewien jednego: że chcę, by był przy mnie. Że chcę jego obecności tak samo, jak powietrza. I że jeśli tylko będzie mógł, chciałbym, aby kochał mnie jak najdłużej.

<Pasterzyku? C:>

Etykiety