Od Soreya CD Mikleo

wtorek, 2 września 2025

|
 Nie byłem pewien, czy będzie to możliwe, bym tak w siebie uwierzył. W końcu, nie rozumiałem, co takiego Miki we mnie widzi. Nie widziałem w sobie nic niezwykłego. Nic silnego. Nie wyróżniałem się niczym, a przynajmniej niczym pozytywnym. Żadną siłą, żadną niezwykłością czy innym pozytywem. Byłem zwykły, słaby, nic nie potrafiłem zrobić, do niczego niezwykłego się nie nadawałem. Jakby tak się nad tym zastanowić, to w sumie nic dziwnego, że zostałem porzucony i byłem przerzucany od rodziny od rodziny. Kto by mnie chciał? Jedyne, do czego się sprawdzałem, to tania siła robocza, ale to nic niezwykłego.
- To... nie wiem, czy jest takie możliwe. Nie potrafię cię zrozumieć, i tego, co we mnie widzisz. Jak więc mam widzieć siebie twoimi oczami, jeżeli cię nie rozumiem – odpowiedziałem niepewnie, wpatrując się uparcie w swoją szklankę. 
- Wystarczy, że będziesz mnie słuchać ze zrozumieniem. I żebyś był... wyrozumialszy względem siebie. Jesteś naprawdę niesamowity. Tylko musisz to dostrzec – powiedział spokojnie, kciukiem gładząc wierzch mojej dłoni. - Chodźmy na górę, tu dużo się dzieje – dodał, zerkając w kąt gospody, gdzie chyba wybuchła jakaś kłótnia. O co, nie wiem, ale zdecydowanie nie chciałbym być blisko tych gości. 
- Odniosę talerze i ureguluję zależności. Możesz iść na górę, umyć się, a ja tu wszystko załatwię – odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, siląc się na uśmiech, taki, by go uspokoił, chociaż i tak mam wrażenie, że to już na niego nie działało. Nic dziwnego, ileż może działać na niego jeden i ten sam uśmiech? 
- Czekam na górze – powiedział, uśmiechając się łagodnie. 
Mimo, że doskonale wiedziałem, co mnie czeka, spieszyłem się, by pójść do Mikiego i spędzić z nim czas, nawet jeżeli będzie polegał on na tym, że mam patrzeć w siebie i przyzywać te skrzydła. Czemu nie możemy robić innego? Czegoś przyjemniejszego, leniwego? Wystarczyłoby mi, bym się tak po prostu do niego przytulił. Nic nawet nie musimy robić, czy mówić, wystarczy, że będziemy leżeć i... i tyle. I to mi w zupełności wystarcza. 
Wszystko opłaciłem, pogawędziłem chwilę z gospodarzem i po tym od razu ruszyłem do Mikleo. Może... może jak zobaczy, że strasznie mi idzie, to da mi spokój? I skupimy się na czymś przyjemnym? Po ciężkim dniu tylko na to miałem ochotę, by się do niego przytulić, i odpocząć. 
Kiedy wróciłem do pokoju, Miki dalej się mył. Stwierdziłem więc, że przygotuję się już do spania; zdjąłem koszulę i założyłem luźne spodnie. Było trochę gorąco, więc tak bez bluzki spać będzie wygodniej. Też pamiętając o słowach Mikleo przeczesałem włosy, i to szczotką, tak jak lubił, chociaż ja tam nie rozumiem, jaka to różnica, czy robię to palcami czy szczotką. 
- Pięknie wyglądasz – powiedziałem, kiedy tylko wyszedł z łazienki. Jak on to robi, że niezależnie od sytuacji wygląda wspaniale? To jest dopiero niezwykła umiejętność. 
- Wiesz, że twoje podlizywanie nic tu nie zrobi? - odpowiedział, na co prychnąłem oburzony. 
- Jakie podlizywanie? Stwierdzam fakty, a fakty są takie, że jesteś niesamowicie piękny – powiedziałem zgodnie z prawdą. Wiedziałem, że mnie to nie ominie, że będę musiał spróbować, i chcę spróbować chociażby dlatego, by przyspieszyć podróż. Nie chcę go męczyć sobą bardziej, niż to koniecznie. Wolałbym robić inne rzeczy,  owszem, ale wiem, że to mnie nie ominie. 

<Owieczko? C:>