Od Soreya CD Mikleo

środa, 17 września 2025

|
 Delikatnie skrzywiłem się na ten pomysł. Nie dość, że już dzisiaj jadłem, to jeszcze kochać się tak po jedzeniu. Po jedzeniu jest się ciężkim, ospałym, i ma się ten posmak jedzenia w buzi... nie, nie mogłem do tego dopuścić. Uśmiechnąłem się do niego delikatnie, a następnie pocałowałem go w policzek, raz, drugi trzeci, ciesząc się jego napawając się jego słodkością. 
- Jestem głodny... ale nie na ten sposób – wymruczałem między pocałunkami, chcąc go ładnie zachęcić do zbliżenia. - Jadłem już dzisiaj. A musimy oszczędzać jedzenie, tak? Więc może zamiast jeść kolację, skupimy się na sobie? Obiecuję ci, że nie pożałujesz – dodałem, po czym się uśmiechnąłem zawadiacko. 
- A-ale... - zaczął, a jego głosik tak ślicznie zadrżał. Już miał ochotę, a przecież jeszcze tak niewiele zrobiłem. Więc co to będzie, jak naprawdę się wezmę do pracy? Już nie mogłem się doczekać jego reakcji. 
- Żadnych „ale”. Daj się ponieść przyjemności – dodałem, całując delikatnie kącik jego ust tylko po to, by zaraz połączyć nasze usta we właściwym pocałunku. 
To wystarczyło. Mikleo mi uległ, zapominając o całej tej kolacji, i całe szczęście. Mamy zdecydowanie lepsze rzeczy do roboty, niż to. Popchnąłem go delikatnie na koc, który był już rozłożony. Pocałunkami zszedłem na dół, na jego brodę, żuchwę, szyję, jednocześnie powoli odpinając jego koszulkę. Jak zwykle starałem się być spokojny, delikatny, musząc go wpierw poznać. Jeszcze trochę nam to zajmie, nim nauczę się jego reakcji, a on moich, ale przecież mamy czas. A ja z chęcią będę go poznawał, obserwując każdą jego najmniejszą reakcję i szukając naszego wspólnego rytmu. 
Zaraz potem znów wróciłem do jego ust, całując je bardziej żarliwie. Kiedy nasze usta się rozłączyły, Mikleo jeszcze przez moment trzymał powieki zamknięte, jakby chciał zatrzymać w sobie echo pocałunku. Patrzyłem na niego w ciszy, pozwalając, by płomyk ognia tańczący w pobliżu oświetlał jego rysy. Wyglądał tak delikatnie, niemal krucho, a jednak wiedziałem, że pod tą powłoką kryje się siła, która nie raz mnie ratowała.
- Zawsze tak się na mnie patrzysz? - spytał cicho, otwierając oczy.
Uśmiechnąłem się pod nosem i przysunąłem jeszcze bliżej.
- Tylko wtedy, kiedy nie mogę się powstrzymać -  moja odpowiedź sprawiła, że lekko odwrócił wzrok, rumieniec rozlewając się na jego policzkach.
Nie pozwoliłem mu uciec. Złapałem jego dłoń i splotłem nasze palce, jakby to było coś najnaturalniejszego na świecie. Poczułem, jak jego palce drżą, ale nie cofnęły się – wręcz przeciwnie, zacieśniły uścisk.
- Mikleo… - zacząłem, ale zawahałem się. Chciałem powiedzieć tysiąc rzeczy naraz: że jest dla mnie ważniejszy niż cokolwiek, że nie wyobrażam sobie życia bez niego, że każdy dzień u jego boku to dar. Ale słowa wydawały się zbyt blade, by oddać to, co naprawdę czułem.
On jednak jakby rozumiał. Spojrzał na mnie, a w jego oczach pojawiło się coś miękkiego, ciepłego – coś, co sprawiło, że serce zabiło mi mocniej.
Pochyliłem się i musnąłem jego usta ponownie, tym razem krócej, ale czulej, jak obietnicę. Potem przeniosłem pocałunki na jego policzek, skroń, a w końcu zatrzymałem się przy uchu, szepcząc:
- Chcę, żebyśmy mieli takie chwile częściej. Tylko my. 
Mikleo westchnął cicho, kiedy moje dłonie zaczęły błądzić po tym cudownym brzuchu. Uśmiechnąłem się na to, a później zacząłem pieścić swoimi ustami jego klatkę piersiową, badając te punkty, które powinny być najczulsze. 
- Mogę? - zapytałem grzecznie, zatrzymując się na linii jego spodni. 

<Owieczko? C:>

Etykiety