Od Soreya CD Mikleo

wtorek, 16 września 2025

|
 Czułem się mimo wszystko, że trochę go zawodzę. Że powinienem był się lepiej starać. A tymczasem wzniosłem się na dwa metry i upadłem, jeszcze ciągnąc za sobą Mikleo. Byłem bardziej niż pewien, że powinienem latać lepiej. Jestem w końcu dużym chłopcem, powinienem więc być lepszy. Ja nawet nie do końca wiem, jak te skrzydła chować, i na razie chodzę z tak wyciągniętymi dryblasami. To wszystko jest bardziej skomplikowane, niż początkowo podejrzewałem. Miało być fajnie, miło, mieliśmy nadrobić drogę, a wszystko, co mam to bolący tyłek, na który upadłem. Dobrze, że niczego nie złamałem, bo ja to takie głupie rzeczy potrafię robić. 
- Miki... bo ja znów nie wiem, jak skrzydła schować – powiedziałem cicho, niepewnie, czując wstyd. 
- W porządku, nic się nie dzieje. Pomyśl o tym, jak o... poruszaniu ręką. Chcesz ją unieść, to unosisz. To samo ze skrzydłami. Chcesz je schować, to myślisz o tym, i chowasz – odpowiedział, na co kiwnąłem głową. Chcę je chować, to chowam, tak...? Już po chwili poczułem, jak ciężar z moich pleców znika, skrzydła schowały się. Przedłużenie mojego ciała, tak...? Może... może w ten sposób powinienem o nich myśleć? Spróbuję następnym razem. Dopóki się skupiałem tylko na machaniu skrzydłami, było w porządku. Ale moje myśli na chwilę uciekły w innym kierunku, skupiły się na czymś, i co? I upadek. Ale nie mogę przecież skupiać się tylko i wyłącznie na jednym. Muszę mieć podzielną uwagę. Może jakoś to ogarnę... z czasem. Wieczorem znów będę chciał poćwiczyć. Właśnie dla niego, by mój Miki już nigdy więcej się ze mną męczyć nie musiał. - Widzisz? Powoli, drobnymi kroczkami i to ogarniesz – dodał, po czym mnie pocałował w policzek. 
- W końcu... ale nie mamy na takie rzeczy czasu. Powinienem jak najszybciej to ogarnąć, a zamiast tego marnujemy tylko czas na mnie – powiedziałem ze smutkiem, poprawiając swoje włosy. Od kiedy Mikleo zwrócił mi na nie uwagę, codziennie czeszę włosy szczotką. Czy to coś poprawia w ich wyglądzie? Sam nie wiem. Trochę tak jakby są miększe, owszem, i może się błyszczą, i jakby takie się zdrowsze wydają...  ale to wszystko, co dobrego mogłem o nich powiedzieć. Dalej układają się tak samo słabo, jak zawsze, nijak, w żaden sposób nie mogę ich układać. Może przynajmniej dzięki temu, że wyglądają na zdrowsze, Miki częściej będzie się nimi bawił? Uwielbiałem, jak to robił. To było takie przyjemne, takie miłe... a on tak rzadko to robił. Częściej to ja bawiłem się nimi, jak tylko miałem taką okazję. Rany, jak ja uwielbiałem jego włosy. Są prześliczne, nie to co moje. 
- Już połowa sukcesu za nami. Złapiesz ten rytm, i będzie z górki, zobaczysz. Z każdą kolejną próbą będziesz się unosić coraz wyżej, i wyżej... i nawet się nie zorientujesz, a będziesz szybował – uśmiechnął się do mnie lekko, podając mi mój plecak. 
- W ogóle... jak to jest, że twoje skrzydła są takie... wow? Takie delikatne? Eleganckie? Moje to takie ciężkie cegły. Cud, że w ogóle je unoszę w powietrze. Myślałem, że skrzydła u aniołów są raczej podobne, ale te twoje są po prostu … jak do tańca. Nie wiem, czy to zrozumiesz, nie wiem, czy dobrze się wysławiam, po prostu takie mam wrażenie, jak na ciebie patrzę – powiedziałem cicho, dalej będąc pod ich wrażeniem. W sumie, mój Miki był cały elegancki, więc nic dziwnego, że i jego skrzydła będą tak samo eleganckie, jak i on cały. 

<Owieczko? C:>

Etykiety