Od Haru CD Daisuke

środa, 17 września 2025

|
 Widząc mojego panicza, automatycznie uśmiechnąłem się, ulga rozlała się po mnie razem z jego widokiem. Jak dobrze, że nic mu nie zrobili. Czuć było zapach krwi, błota i woń alkoholu; jakby ktoś wylał na niego całą gorzelnię. Mimo to nie zwracałem na to uwagi, chciałem tylko przytulić go jak najmocniej.
Przytuliłem go z całej siły, jeszcze bardziej przekonany, że nic mu nie jest. Ktoś mógłby go skrzywdzić, a tego nie potrafiłbym sobie wybaczyć.
- Co się stało? Skąd się tu wziąłeś? Udało ci się im uciec? I skąd ten hałas? Czy oni do ciebie strzelali? - Zapytałem, patrząc na niego uważnie. Złote oczy miałem pełne troski i napięcia.
- Haru, to nie pora na rozmowę - Wyszeptał, odrywając się ode mnie gwałtownie. Odsunął się, chwycił moją dłoń i pociągnął za sobą w kierunku drzew. - Musimy jak najszybciej stąd uciekać. Oni ciągle tu są. Nie chcę, żeby nas odnaleźli - Dodał, a głos mu się łamał.
Trochę zaskoczony, ale bez słowa podążyłem za nim. Nasłuchiwaliśmy, w lesie dochodziły odgłosy pijanych rozmów, jęków i chrzęst butów na wilgotnym mchu. Alkohol rozluźniał ich myśli; byłem jednak pewien, że dzięki temu trudniej będzie im nas znaleźć. Napięcie nie opuszczało mnie jednak ani na moment.
Nagle rozległ się hałas, strzał. Serce zamarło mi w piersi. Skoro mieli broń, stali się jeszcze bardziej niebezpieczni niż przypuszczaliśmy.
Ściskając jego dłoń, próbowałem oszacować odległość i kierunek. Chłód powietrza ścinał oddech, a dźwięk strzału odbijał się echem między drzewami. Poruszałem się szybko, lecz bezszelestnie, trzymając przy sobie mojego panicza. 
W głowie kłębiły mi się myśli: czy dotrzemy do brzegu lasu? Czy ktoś z nich nas śledzi? Nie chciałem się nad tym zastanawiać zbyt długo, wiedziałem, że każde wahanie może kosztować nas życie.
Ruszyliśmy więc ciemną ścieżką między drzewami, krok po kroku oddalając się od hałasu i zapachów, które jeszcze przed chwilą oznaczały dla nas jedynie przerażenie.
Udało nam się w końcu dotrzeć do akademika. Dopiero wtedy odetchnąłem głębiej, czując jak napięcie wreszcie ustępuje miejsca ogromnej uldze. Byliśmy bezpieczni, nareszcie nic mu nie groziło.
Ukryliśmy się w cieniu znajomych murów, chowając przed mężczyznami, którzy nigdy nie odważyliby się tu wkroczyć. Akademik był naszym bezpiecznym kątem, w którym nikt nie może zrobić nam krzywdę..
Z resztą dla mnie liczyło się tylko to, że był obok, cały, zdrowy i żywy, a ja mogłem w końcu wierzyć, że przynajmniej na chwilę nie grozi mu żadne niebezpieczeństwo.. 
Daisuke od razu podszedł do okna, wpatrując się w mroczny las, w którym z pewnością wciąż krążyli tamci mężczyźni. Stał nieruchomo, jakby chciał upewnić się, że żaden cień nie przemyka między drzewami.
- Nie bój się, już nikt cię nie skrzywdzi. Wszystko będzie dobrze - Wyszeptałem, podchodząc do niego i obejmując go mocno ramionami. Cieszyłem się tak bardzo, że jest tu przy mnie, bezpieczny, że mogę poczuć jego ciepło. - Nigdy więcej mi tego nie rób. Nigdy więcej nie pozwolę ci wyjść samemu do lasu. Będę przy tobie zawsze, przez cały czas - Dodałem cicho, chowając go w swoich ramionach, jakbym mógł ukryć go przed całym złem tego świata.

<Paniczu? C:>

Etykiety