Od Soreya CD Mikleo

sobota, 13 września 2025

|
 Ten szeroki jak na niego uśmiech od razu wpadł mi w oko. I tak właśnie powinno być, już od dawna powinniśmy być nad jeziorem i po prostu cieszyć się sobą, ale on musiał wyskoczyć z tym posiłkiem. Jutro będę przez to dwa razy głodniejszy, jestem tego bardziej, niż pewien, no ale co mogłem z tym zrobić? Nic, bo on się uparł. Dobrze, że od jutra już nie będzie mógł mi mówić takich rzeczy. Nie lubiłem takiego dyktowania, mówienia mi, co mam robić, a czego nie, zwłaszcza, kiedy ja czułem, na co sobie mogłem pozwolić, a na co nie. 
– No to idziemy – powiedziałem z uśmiechem, wstając od stołu. 
Czas spędzony nad jeziorem był naprawdę przyjemny, chociaż ja jedyne, co robiłem, to dotrzymywałem Mikleo towarzystwa, a on pluskał się w chłodnej wodzie. Ja, pomimo ładnej pogody, wolałem nie ryzykować, bo jednak wiatr był trochę zdradliwy, a moja choroba to ostatnie, czego do szczęścia potrzebowaliśmy. Lepiej nie ryzykować, a dla mnie i tak najważniejsze było to, by mój chłopak był szczęśliwy. 
– Wytaplałeś się już? – zapytałem, kiedy podpłynął do mnie i zajął miejsce na molo obok. 
– Myślę, że tak. Teraz z chęcią wróciłbym do pokoju, i... i może coś byś mi pokazał? – zaproponował, z tym uroczym zaczerwienieniem na policzkach. 
– Tak? A co bym miał ci pokazać? – spytałem rozbawiony, czekając aż nazwie rzecz po imieniu. Wiedziałem, o co może mu chodzić, ale nie wiedziałem, czego się tak wstydzi. Należy w nim przełamać ten strach. 
– No... trochę więcej tej przyjemności – odpowiedział cicho, i to tak cichutko, że ledwo go zdołałem zrozumieć. 
– Skoro tak ładnie mnie prosisz, nie widzę powodu, dla którego miałbyś mi odmówić – odpowiedziałem, całując go w kącik ust. – Chodźmy, już tu trochę chłodno. Muszę się zdecydowanie rozgrzać. I ciebie także, strasznie lodowaty jesteś. 
Miki cicho zaśmiał się na moje słowa, a następnie z nieśmiałym uśmiechem na ustach chwycił moją dłoń i ruszyliśmy do gospody. Kiedy tylko weszliśmy do miasteczka od razu wyczułem, że to zły pomysł, że on się nie wysuszył. Niektórzy mężczyźni zaczęli się nim interesować, i to nie w ten sposób, w który by chciał i on, i ja. Jeden z nich był nawet tak zuchwały, i pijany, że to zaczepił, a odmowa mojego partnera mu się nie spodobała. Mocno. Kątem oka dostrzegłem, jak znikąd wyciąga nóż, kierując jego ostrze w bok mojego chłopaka. Wtedy nie myślałem. Czułem, że mam ułamek sekundy, by jakkolwiek zareagować. Skrzydła same wyrosły z moich pleców, w ostatnim momencie ochraniając Mikleo i przyjmując na siebie cios noża. Nie poczułem żadnego bólu, albo przynajmniej jeszcze go nie poczułem. 
– Pożałujesz – syknąłem w stronę mężczyzny, czując jak wściekłość wrze w moich żyłach. Jak on w ogóle śmiał podnieść rękę na mojego Mikleo? Dopilnuję, by mocno pożałował tak głupiego pomysłu...

<Owieczko? c:>

Etykiety