Mikleo użył tego swojego tonu, którego nie lubiłem; zirytowanego, nie znoszącego sprzeciwu. Nie lubiłem tego. Zawsze czułem się wtedy taki niezrozumiały, niewysłuchany. On nie wie, jak to jest, kiedy żołądek z głodu ściska brzuch, a ty nie masz nic, by jakoś go zapełnić. A jeszcze gorzej, jak go wcześniej rozpieszczę jedząc, co chcę i ile chcę... I mimo, że już na takie rzeczy odrobinkę za późno, dobrze go powoli przygotowywać. Już od jutra znów czeka mnie tylko jeden posiłek dziennie, co więc nawet lepiej, bym dzisiaj też poprzestał na tym jednym posiłku, który przecież był syty, więc nie jest ze mną tak źle.
A on? Czemu patrzył tylko na teraz, nie na potem? To on był tym mądrzejszym, który potrafił planować. Powinien więc przewidzieć, z czym to się wiąże. Czułem jednak, że tłumaczenie mu tego nie ma sensu. Już mu to mówiłem, ale on wydaje się nie rozumieć. Czułem, że byłem na cienkiej granicy, której nie chciałem przekraczać. Nie chciałem się kłócić. To byłoby bez sensu.
– Rozumiem, chociaż uważam to za błąd – powiedziałem cicho, zarzucając koszule na jeszcze wilgotne ciało.
– Błąd, żeby się najeść? – spytał z niedowierzaniem.
– Błąd, że tak rozpieszczam żołądek. Wkrótce nie tylko będę się musiał przyzwyczaić do jednego posiłku dziennie, to jeszcze znacznie mniej sytego – odpowiedziałem, przeczesując dłonią wilgotne włosy.
– Masz okazję, to korzystaj. I nie wzbraniaj się przed tym, co potrzebuje twoje ciało, zwłaszcza, kiedy masz możliwość korzystania z okazji – powiedział, kierując się wraz ze mną w stronę wyjścia.
– A później nie będę się potrafił najeść... – westchnąłem ciężko. Czemu się nie mógł ze mną zgodzić? Przecież teraz moglibyśmy już być w drodze nad jezioro. Spędzać miło czas. Mieć więcej pieniędzy. A on? Czemu musi być tak uparty?
– Nie będziemy mieć takich problemów. Wkrótce obudzisz swoje skrzydła i nasza podróż znacznie przyspieszy – odpowiedział, a ja poczułem jeszcze większy ciężar na ramionach. No tak, te skrzydła... on dalej we mnie wierzy. A ja dalej nie wiem, czy to potrafię.
Nic nie powiedziałem. Podszedłem do lady, by zamówić posiłek, przy rozmowie z gospodarzem, jak zwykle zakładając na twarz uśmiech. Nie lubiłem, kiedy ktoś dostrzegał, że mam problemy. Zaraz się zaczynają dopytywać, albo pocieszać... nie, nie lubię takich rzeczy. Wolę, kiedy to ja pocieszam innych, a swoje problemy zostawiam sobie.
– Już jestem – wróciłem do Mikleo, także z szerokim uśmiechem na ustach. Miałem do niego troszkę żal, że mnie nie słucha... ale też wiem, że chce dla mnie jak najlepiej, tylko ciężko mu sobie wyobrazić niektóre rzeczy, bo ich nie przeżył, i nigdy nie przeżyje. Dlatego nie mogę mieć do niego żalu. Mogę się tylko do niego uśmiechnąć, i zapewnić mu, że nic mi nie jest.
<Owieczko? c:>