Od Haru CD Daisuke

sobota, 13 września 2025

|
 Byłem naprawdę, szczerze i bez żadnych gierek, ogromnie zadowolony. To, że o mnie dbał i przygotował dla mnie posiłek, nawet jeśli był kupny, znaczyło dla mnie więcej niż mógłby przypuszczać. Nie liczyło się, skąd jedzenie pochodziło, tylko fakt, że pomyślał o mnie, że chciał sprawić mi przyjemność. Każdy jego gest, choćby najmniejszy, nosił w sobie ciepło, które docierało wprost do mojego serca.
- Jesteś naprawdę kochany - Szepnąłem, po czym ucałowałem jego usta, delektując się tą krótką chwilą bliskości. Uśmiech rozjaśnił moją twarz, kiedy dodałem z rozbawieniem. - Jestem głodny jak wilk. - Jak na potwierdzenie moich słów, mój brzuch odezwał się donośnym, wręcz komicznym burczeniem. Sam nie mogłem powstrzymać śmiechu, a on spojrzał na mnie z mieszaniną czułości i rozbawienia.
- Tym bardziej się cieszę - Odparł, lekko kręcąc głową, jakby chciał ukryć swój uśmiech. - W takim razie zapraszam na obiad. Mam nadzieję, że uda mi się zaspokoić twój głód - Dodał ciepło i odsunął się ode mnie, gestem zapraszając w stronę kuchni.
Podążyłem za nim, czując się niemal jak dziecko, które prowadzone jest do stołu pełnego przysmaków. Kuchnia pachniała świeżością i obietnicą sytości. Na stole wciąż czekały zapakowane dania, dwa pyszne, jedno dla niego, drugie dla mnie. Mój panicz rozpakował je z uwagą, jakby każdy ruch był częścią jakiegoś małego rytuału, a potem postawił przede mną posiłek.
Usiadłem naprzeciwko niego, patrząc jak układa swoje danie na stole. Sam fakt, że chciał jeść ze mną, że nie zostawiał mnie samego z talerzem, miał ogromne znaczenie. To nie była tylko kwestia jedzenia, ale wspólnego czasu, który nagle stawał się czymś wyjątkowym.
- Smacznego - Powiedział, podając mi sztućce. W jego głosie zabrzmiała nuta serdeczności, jakby chciał, żebym poczuł się w pełni ugoszczony.
- Dziękuję, wzajemnie - Odparłem i od razu zabrałem się do jedzenia. Już pierwszy kęs sprawił, że w oczach pojawiła mi się iskra zachwytu. Smak był tak intensywny i doskonały, że przez moment poczułem się jak w innym świecie.
Na Boga, czemu w szkolnej jadalni nie serwują takich cudów? Wyobraziłem sobie, jak bardzo inaczej wyglądałoby codzienne życie, gdyby na talerzu czekało coś tak dobrego. Jasne, taki obiad pewnie kosztował fortunę i sam z siebie nigdy nie mógłbym sobie na niego pozwolić, ale czy to miało teraz jakiekolwiek znaczenie?
Nie. Najważniejsze było to, że mogłem cieszyć się tym smakiem. Że ktoś pomyślał o mnie, kupił go specjalnie dla mnie i że teraz mogłem dzielić tę chwilę z nim. Z każdym kęsem czułem, że jedzenie nie tylko nasyca mój żołądek, ale też koi coś znacznie głębszego, pragnienie bliskości, które nosiłem w sobie od dawna.
Po zjedzeniu wspólnego obiadu, a właściwie całej uczty, bo tak się czułem po każdym kęsie, ogarnęło mnie przyjemne, ciężkie zmęczenie. Tak niewiele było mi trzeba, by poczuć się szczęśliwym: pełny żołądek, jego obecność i świadomość, że nie jestem sam.
Najedzony, z ciałem pozbawionym energii i głową gotową do leżenia na poduszce, pragnąłem tylko jednego, błogiego lenistwa...
- Nie mam już siły… - Wymamrotałem, rozciągając się powoli, jak kot przeciągający swoje zdrętwiałe mięśnie. - Ten dzień tak strasznie się dłużył - Dodałem z westchnieniem, czując, jak całe napięcie stopniowo opuszcza moje ciało.
Spojrzałem na niego z półuśmiechem, licząc na to, że zrozumie moją niemą prośbę i położy się obok mnie do łóżka.

<Paniczu? C:>

Etykiety