Od Mikleo CD Soreya

piątek, 5 września 2025

|
Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Moje ciało przeszył nagły wstrząs, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Szok, którego sam nie potrafiłem pojąć. Jego dotyk był inny niż wszystko, co znałem: miękki, ciepły, a zarazem niebezpiecznie przyjemny. Tak przyjemny, że trudno było mi go zrozumieć. Chciałem, by trwał dłużej. Chciałem, by jego dłoń nie odsuwała się od mojego ciała, by nie przestawał. A jednak nie pojmowałem, skąd we mnie to dziwne, sprzeczne uczucie. Przecież nie powinienem tego odczuwać… Jestem aniołem. Anioł nie zna takich pragnień, anioła nikt nigdy wcześniej tak nie dotykał.
Zaskoczony tym, co się wydarzyło, powoli podniosłem się do siadu. Czułem, jak gorący rumieniec rozlewa się po mojej twarzy, paląc policzki niczym ogień.
- Ja… yhm… nie wiem, co powiedzieć - Wydusiłem z siebie w końcu, nadal czując na ciele echo jego dłoni.
- Wiem… - Odpowiedział cicho, a jego głos drżał. - Pewnie teraz będziesz czuł do mnie odrazę. Nie chciałem, żebyś tego doświadczył… - Urwał, a na jego twarzy malował się wstyd jeszcze głębszy niż mój. Miałem wrażenie, że zaraz spłonie od tego uczucia.
- Nie - Zaprzeczyłem szybko, choć sam nie wiedziałem, jak ująć w słowa to, co kotłowało się w moim wnętrzu. - To znaczy… nie czuję do ciebie nienawiści. Po prostu… ja nie wiem, co czuję. To było… to chyba mi się… podobało. - Ostatnie słowo wyszeptałem tak cicho, że ledwo sam je usłyszałem. Wydawało mi się, że bicie serca w mojej piersi zagłusza każdy dźwięk.
- Co powiedziałeś? - Spytał niepewnie, nachylając się odrobinę bliżej. - Nie dosłyszałem. - Moje policzki zapłonęły jeszcze mocniej. Serce uderzało jak oszalałe, a język plątał się w ustach.
- Ja… to znaczy… po… podobało mi się to - Powtórzyłem nieco głośniej, choć głos drżał mi przy każdym słowie.
Było mi wstyd, że w ogóle to mówię. Wstyd, że on to słyszy, że zna moje słabości. A jednak… czy mogłem oszukać przeznaczenie? Czy potrafiłem uciszyć pragnienie, które uderzało we mnie z każdej strony, jak sztorm w bezbrzeżne morze? Nie. To było silniejsze ode mnie.
- Podobało ci się to? Poważnie? - Zapytał ostrożnie, a w jego głosie brzmiała niepewność, jakby sam bał się odpowiedzi.
Słowa te przeszyły mnie na wskroś. Poczułem coś dziwnego, j akby ukłucie bólu, że mi nie wierzył, że wątpił w to, co wyznałem. Przecież mówiłem prawdę… Nawet jeśli wstyd spalał mnie od środka, nawet jeśli moje policzki płonęły, to jednak mówiłem prawdę. Trochę nieporadną, nieco zawstydzoną, ale prawdę.
- Tak, głupku… - Wyszeptałem w końcu, odwracając wzrok, byle tylko nie patrzeć mu w oczy. - Mówię prawdę, więc nie pytaj o to więcej. - Rumieniec rozlewał się po mojej twarzy coraz mocniej, a ja sam czułem się jak więzień własnych uczuć. Słowa grzęzły mi w gardle, ale musiałem je wypowiedzieć, choćby za cenę całego wstydu świata.
- Chyba… chyba chciałbym… - Przerwałem, biorąc głęboki wdech. Serce biło jak oszalałe, dłonie drżały. - Chciałbym poczuć to jeszcze raz - Dodałem w końcu, spuszczając głowę, jakbym bał się własnych myśli.

<Pasterzyku? C:> 

Etykiety