Od Mikleo CD Soreya

niedziela, 21 września 2025

|
Powoli uniosłem się z koca, nie czując już takiego dyskomfortu jak wcześniej. Pierwszy raz był dla mojego ciała czymś zupełnie obcym, dziwnym, wręcz przytłaczającym. Jednak teraz... teraz wszystko wydawało się łatwiejsze, bardziej naturalne. Było w tym coś znajomego, jakby moje ciało zaczynało rozumieć i przyjmować jego dotyk, jego obecność.
Czekając spokojnie na ręczniki, pozwoliłem sobie przyjrzeć się swojemu ciału. Skóra była pełna śladów, odcisków jego zębów, pocałunków, mocnych uścisków palców, które pozostawiły ze sobą nie tylko zaczerwienienia, ale i wspomnienia chwil sprzed momentu. Wyglądałem, jakbym został naznaczony. I chyba właśnie o to mu chodziło, o ten znak, który mówił, że należę do niego. Nie rozumiałem jeszcze dlaczego, nie szukałem odpowiedzi. Po prostu przyjmowałem to, jaki jest i co ze mną robi. W końcu to ja sam tego pragnąłem, więc nie miałem prawa narzekać. Może z czasem dowiem się, po co to wszystko, może sam mi to wyjaśni, a wtedy zrozumiem sens jego gestów. Na razie jednak akceptowałem to w całości, jego i siebie przy nim.
- Tak, jesteś piękny - Wymruczał, przerywając moje myśli. - Nie musisz się tak podziwiać. Pozwól, że teraz ja będę to robić. - Zbliżył się, a jego usta odnalazły moje w pocałunku. Głębokim, namiętnym, takim, który nie pozostawiał miejsca na żadne wątpliwości. Odwzajemniłem go z największą przyjemnością, czując, że właśnie tego potrzebuję. Jego bliskości. Tego, żeby był przy mnie, żebym mógł zatopić się w nim i zapomnieć o całym świecie. Nic innego nie miało znaczenia, tylko on. Tylko my. Nasza bliskość, która rosła z każdą chwilą. Miłość, którą powoli odkrywałem, ucząc się jej krok po kroku dzięki niemu, jego uczuciom, gestom i cierpliwie dawanym wskazówkom.
- W tej chwili bardziej niż piękny jestem przez ciebie naznaczony - Odparłem żartobliwie, sam jeszcze nie do końca rozumiejąc, dlaczego tak bardzo mnie to porusza. W głębi czułem jednak, że w tych słowach kryje się coś więcej, pragnienie, by pokazać, że jestem tylko jego.
Uśmiechnął się szeroko, chwycił moją dłoń i musnął jej wierzch ustami, jakby w ten sposób przypieczętowywał swoją własność.
- Niech każdy wie, że teraz jesteś tylko mój - Wymruczał zadowolony, po czym pociągnął mnie w stronę jeziora.
Woda była lodowata do tego stopnia, że aż odbierało dech. Śmialiśmy się jednak, rozpryskując fale i próbując udawać, że chłód nie wbija się w kości. Jemu było jeszcze trudniej, widziałem, jak dygocze, jak ramiona pokrywają się gęsią skórką, podczas gdy ja nie mogłem mu pomóc, bo moje ciało od zawsze było zimne. Bliskość ze mną nie dawała mu ciepła, raczej je odbierała.
Kiedy wreszcie wyszliśmy z wody, otarł ręcznikiem ciało zakładając na nie najcieplejsze ubrania jakie miał, i usiadł przy ognisku. Płomienie oświetlały jego twarz, rzucając na nią złote i pomarańczowe refleksy, a ja wtuliłem się w niego, chcąc być blisko. Szybko jednak zrozumiałem, że moje zimne ciało znowu go wychładza.
Nie chciałem, by zachorował, nie mieliśmy żadnych lekarstw, ani nawet porządnego schronienia, które pomogłoby mu przetrwać chorobę. Dlatego, choć serce rwało się do niego, powoli odsunąłem się i pozwoliłem, by ciepło ognia otuliło go w pełni.

<Pasterzyku? C:> 

Etykiety