Patrzyłem na niego w milczeniu analizując to pytanie które mi zadał.
- Czy ja coś bym zjadł? - Zamyśliłem się na chwilę. W sumie to nie… chociaż właściwie tak. Tak, dziś chętnie coś zjem, wyjątkowo mam apetyt. - A wiesz co? - Uśmiechnąłem się łagodnie. - Zjem wszystko, na co ty będziesz miał ochotę. Decyzja należy do ciebie. - Zaproponowałem, wiedząc że będzie mu bardzo miło z tego powodu, a przynajmniej taką miałem nadzieję.
- Naprawdę? - Jego oczy rozbłysły autentycznym podekscytowaniem. Spojrzałem na niego zdziwiony, nie do końca rozumiejąc, skąd aż taka radość. Przecież nie raz jedliśmy razem, prawda? Może faktycznie ostatnio rzadziej, bo staram się oszczędzać, żeby wystarczyło nam pieniędzy. Ale ilekroć jest okazja, zawsze siadam z nim do stołu.
- Tak - Odpowiedziałem spokojnie, choć dobrze wiedziałem, co go tak zaskoczyło. Chciałem jednak usłyszeć to od niego wprost. - Skąd to twoje zdziwienie? - Czekałem na odpowiedź, chcąc usłyszeć ją z prosto z jego ust.
Sorey spojrzał na mnie z lekką podejrzliwością. Doskonale wiedział, że wiem, dlaczego jest tak zaskoczony, a mimo to zadałem pytanie, jakby z czystej przekory.
- No wiesz… może dlatego, że zwykle nie masz ochoty nic jeść, a dziś nagle sam chcesz zasiąść do posiłku - Odparł spokojnie, ale w jego głosie pobrzmiewała nuta rozbawienia.
Usłyszałem dokładnie to, co chciałem. Uśmiechnąłem się i wzruszyłem ramionami.
- Powiedzmy, że dziś mam dobry nastrój - Odpowiedziałem, obserwując, jak na jego twarzy maluje się cień uśmiechu.
- Ciekawe, z jakiego to powodu… - Rzucił pół żartem, a jego oczy błysnęły.
Zadowolony, jakbym właśnie wygrał małą bitwę, patrzyłem, jak opuszcza pokój. Zostawił mnie samego, z tym dziwnym uczuciem oczekiwania, które nie dawało spokoju.
I co ja miałem teraz robić? Leżeć bezczynnie? Może tak, może nie. Właściwie byłem już gotowy do wyjścia, więc jedyne, co mi pozostało, to czekać.
Tak więc leżałem, wsłuchując się w odgłosy domu, aż w końcu mój partner wrócił, niosąc ze sobą zapach świeżego jedzenia. Śniadanie, które mi podał, było naprawdę dobre, proste, ale sycące. Dało nam obojgu energię, by rozpocząć nowy dzień.
- Do zobaczenia - Powiedziałem po posiłku, uśmiechając się lekko, po czym pożegnałem się z przyjacielem i ruszyłem w stronę kuchni. Czekała tam na mnie codzienność, praca, obowiązki i nowe wyzwania. A jednak w powietrzu unosiło się coś więcej. Jakby zwykły poranek miał w sobie obietnicę czegoś niezwykłego. W końcu od dziś będzie już inaczej, u boku mojego partnera wszystko stanie się lepsze.
Dzień w pracy wcale nie należał do najłatwiejszych. Oczekiwania wobec mnie nagle wzrosły, a ja nie zawsze potrafiłem nadążyć i do końca zrozumieć, czego dokładnie się ode mnie wymaga. Oczywiście, jak zawsze starałem się dać z siebie wszystko, lecz miałem nieodparte wrażenie, że kucharz miał do mnie jakieś pretensje. Ewidentnie czymś go zdenerwowałem, choć zupełnie nie potrafiłem odgadnąć czym. To uczucie niedopowiedzenia i napięcia ciążyło mi przez cały dzień, odbierając resztki energii.
Zmęczony, z ciężką głową i lekkim rozdrażnieniem, w końcu opuściłem kuchnię. Z ulgą zamknąłem za sobą drzwi, starając się odciąć od tego zgiełku i nerwowej atmosfery. Na szczęście wiedziałem, że czeka mnie coś o wiele lepszego, spotkanie z moim partnerem. Sama myśl o tym, że zaraz zobaczę jego uśmiech, działała na mnie jak balsam. Wiedziałem, że przy nim nawet najgorszy dzień potrafi zbladnąć, a wszystkie troski nagle tracą na znaczeniu..
<Pasterzyku? C:>