Whisky podobno poprawia nastrój, to fakt, nie da się z tym dyskutować. A przecież każdy lubi mieć dobry humor, ja również. Gdy tak o tym myślę, dochodzę do wniosku, że naprawdę chciałbym być już pełnoletni. Wtedy mógłbym kupić sobie alkohol, choć… prawda jest taka, że nic nie dorówna gorącej herbacie i jego towarzystwu. To właśnie te chwile są dla mnie najcenniejsze.
- Ten pomysł naprawdę mi się podoba. Lubię herbatę, ale jeszcze bardziej lubię czas spędzony z tobą - Wymruczałem, kładąc dłonie na jego biodrach i przyciągając go mocniej do siebie.
- I tak mi mów, wilczku… - Odpowiedział z lekkim uśmiechem, a ja poczułem, jak jego głos przyjemnie we mnie rezonuje.
Tak właśnie minął nam cały dzień, leniwie, spokojnie, bez pośpiechu. Oczywiście mój panicz zdołał mnie jeszcze trochę przymusić do nauki, co niespecjalnie mnie cieszyło. Na szczęście nie trwało to długo. Reszta dnia to już czyste lenistwo, ciepła kąpiel i sen, który miał nas przygotować na kolejny poranek...
Obudziłem się następnego dnia, a winny temu był mój panicz. Szturchał mnie w ramię, próbując wyciągnąć ze snu.
- Hmm? - Wymamrotałem, mrużąc oczy i spoglądając na niego, stojącego nade mną z tym charakterystycznym, wyczekującym spojrzeniem.
- Chyba najwyższa pora wstać, co? - Zapytał, unosząc brew i czekając na jakikolwiek ruch z mojej strony.
- Już? Przecież nie mamy zajęć o tej samej godzinie… - Mruknąłem sennie, kompletnie bez ochoty, by opuszczać ciepło łóżka. W końcu jeszcze było tyle czasu… A właściwie, która jest godzina? Sam nie wiedziałem. To oznaczało, że nie mam pojęcia, kiedy powinienem wstać. Jedno było pewne, wcale mi się nie chciało.
- To prawda, nie mamy. Ale ja muszę wychodzić. Ty zaczynasz zajęcia za godzinę. Musisz wstać, ogarnąć się i coś zjeść. Nie możesz iść na pusty żołądek, bo nie będziesz w stanie się skupić - Powiedział stanowczo, jak zwykle martwiąc się o szczegóły, o które sam pewnie bym nie zadbał.
Z ciężkim westchnieniem podniosłem się do siadu i przeciągnąłem, rozprostowując zesztywniałe mięśnie.
- Już dobrze, już wstaję… - Ziewnąłem przeciągle, próbując jeszcze zebrać siły. - Daj mi chwilę, zaraz będę sobą. - Dodałem, dłonią poprawiając swoje włosy.
- Tylko nie kładź się już z powrotem - Rzucił pół żartem, pół serio. - Ja znikam. Widzimy się później. Do zobaczenia. - Pochylił się i musnął moje usta krótkim pocałunkiem, po czym wyszedł z pokoju, zapewne kierując się prosto na swoje zajęcia.
Zostałem sam, leżąc jeszcze moment w pościeli i walcząc ze sobą, wstać czy jednak zakopać się ponownie w kołdrze. Wiedziałem, że w końcu będę musiał ruszyć swoje cztery litery, ale ochota… cóż, ona została pod poduszką.
Nie mogłem sobie pozwolić na dalsze lenistwo. Z ciężkim sercem podniosłem się z łóżka i powlokłem do łazienki, by doprowadzić się do porządku. Ciepła woda spływająca po mojej twarzy powoli zmywała resztki snu, pozwalając mi naprawdę się obudzić.
Po krótkiej chwili w kuchni przygotowałem śniadanie tak, jak on mi przypominał. Zjadłem, chociaż nie miałem na to wielkiej ochoty. Wiedziałem jednak, że ma rację: głodny i zmęczony nie dam rady się skupić...
Gdy byłem już gotowy, opuściłem pokój, starając się nie zwlekać, by nie spóźnić się na zajęcia. Obiecałem mu przecież, że będę się uczył albo przynajmniej próbował, bo w przyszłości chcę zdobyć swoją wymarzoną pracę w świecie ludzi. To właśnie ta myśl dodawała mi odrobiny motywacji, nawet jeśli najchętniej zaszyłbym się z powrotem pod kołdrą.
<Paniczu? C:>