Od Mikleo CD Soreya

poniedziałek, 1 września 2025

|
To było bardzo miłe, choć zupełnie niepotrzebne. Naprawdę nie potrzebowałem więcej, najem się tym, co mam, i na tym zakończę wspólny posiłek. Zdecydowanie, to już koniec.
- Spokojnie. Jeśli tylko będę czegoś potrzebował, na pewno dam ci znać - Odpowiedziałem, uśmiechając się łagodnie i zabierając się za swoją porcję jedzenia. Przyglądałem mu się kątem oka, obserwując, jak powoli, a może raczej zbyt szybko, opróżnia swój talerz.
Starał się udawać, że wszystko jest w porządku, że głód wcale mu nie doskwiera. Ale widziałem to aż nazbyt wyraźnie. W jego spojrzeniu, w tym, jak niecierpliwie sięgał po kolejny kęs, w tym, jak szybko zniknęło jedzenie z jego miski. Gdyby tylko mógł, pewnie zjadłby konia z kopytami, byleby zapełnić pusty żołądek. A on mi mówi, że nie jest głodny? Że chętnie się ze mną podzieli?
To było wręcz niedorzeczne. Doskonale wiedziałem, że nie byłby w stanie oddać mi ani kawałka, sam potrzebował wszystkiego. Zresztą tempo, w jakim pochłonął swoją porcję, mówiło więcej niż tysiąc słów. Ledwie zdążyłem nadgryźć pierwszy kęs, a on już kończył, zostawiając po sobie pusty talerz i tę niezręczną ciszę, która zawsze towarzyszyła podobnym sytuacjom.
- Smakowało ci? - Zapytałem z lekkim rozbawieniem, widząc, w jakim tempie pochłonął posiłek.
Mój przyjaciel uśmiechnął się niepewnie, jakby zawstydzony tym, że zjadł tak szybko. Odwrócił wzrok gdzieś w bok, unikając mojego spojrzenia. Było widać, że jest mu głupio, choć przecież nie miał ku temu żadnego powodu. Był głodny, to wszystko. I jeśli ktoś miał prawo do tego, by skupić się na jedzeniu, to właśnie on.
Ja? Ja mogłem się obejść bez posiłku. Doskonale wiedzieliśmy o tym oboje. Dlatego wcale nie oczekiwałem, że będzie jadał powoli czy oglądał się na mnie. Wręcz przeciwnie – chciałem, by jadł tyle, ile potrzebował, bez skrępowania i bez poczucia winy.
- Przepraszam - Wydusił w końcu, drapiąc się nerwowo po głowie. - Miałem się z tobą podzielić, ale… - Urwał, speszony, a ta jego bezradność znów wywołała u mnie ciepły uśmiech.
Nie przejąłem się tym ani trochę. Pozwoliłem mu zjeść wszystko, bo wiedziałem, że właśnie tego potrzebował. Położyłem dłoń na jego dłoni i delikatnie skinąłem głową, dając mu do zrozumienia, że naprawdę nie musi się tłumaczyć.
- Nie przejmuj się tym - Wyszeptałem łagodnie. - Najważniejsze, że się najadłeś. Dla mnie nic więcej nie ma znaczenia. - Zapewniłem, składając na jego policzku szybki pocałunek.
On spojrzał na mnie jeszcze raz, jakby chciał upewnić się, że mówię poważnie. W jego oczach widać było ulgę, zmieszaną z odrobiną wstydu. W końcu jednak pozwolił sobie na szczery uśmiech, ten prawdziwy, nieudawany, który rozjaśniał mu całą twarz.
- Czasem, jesteś naprawdę dziwny - Rzucił półżartem, jakby chciał ukryć za tym własne zakłopotanie. - Nie wiem, jak ty to robisz, że się nie złościsz.
- Bo nie mam powodu - Odpowiedziałem spokojnie, wciąż trzymając jego dłoń, jakby to było najnaturalniejsze na świecie. - Czasem ważniejsze jest to, żeby ktoś inny czuł się dobrze. - Zapadła cisza, ale nie była niezręczna. Raczej spokojna, miękka, dająca oddech. Siedzieliśmy obok siebie. - Wiesz. Jeśli chcesz możesz to również zjeść mój posiłek - Dostałem, nie mając nic przeciwko temu. 

<Pasterzyku? C:> 

Etykiety