Od Haru CD Daisuke

niedziela, 14 września 2025

|
 Mimo że jego zapewnienia brzmiały tak pewnie, łagodnie i uspokajająco, we mnie narastał niepokój. Czułem, że powinien zostać tutaj, ze mną, w tym pokoju. Na zewnątrz mogło mu się coś stać, przecież wychodził sam, i to do lasu. A jeśli rzeczywiście coś tam wyczuwał? Jeśli ta obecność, o której wspominał, nie była tylko wytworem jego wyobraźni, ale czymś realnym, czymś groźnym? Wtedy mógłby znaleźć się w poważnym niebezpieczeństwie. Nie chciałem nawet dopuszczać tej myśli. Nie chcę, aby coś mu się stało. Nie chcę, żeby ktokolwiek go skrzywdził.
A jednak… nie mogłem go zmusić, by został. Wiedziałem, że potrzebuje tej chwili samotności. Że w pewien sposób to dla niego ważne. Pozostało mi więc tylko czekać, cierpliwie, aż wróci, a wtedy mój niepokój na pewno się uspokoi.
- Wracaj bezpiecznie i jak najszybciej, jak to możliwe - Poprosiłem, kiedy odsunął się ode mnie i skierował w stronę drzwi.
- Nie martw się, dam sobie radę. Jestem dużym chłopcem - Odpowiedział z tym swoim najpiękniejszym uśmiechem, jakim tylko potrafił mnie obdarzyć. Uśmiechem, który rozświetlał całe pomieszczenie i sprawiał, że na moment naprawdę chciałem mu uwierzyć. Nim się obejrzałem, zniknął za drzwiami, zostawiając mnie samego ze swoimi myślami.
Czekałem. Sekundy płynęły powoli, jakby na złość wydłużając się w nieskończoność. Minuty ciągnęły się niczym godziny. Czas zdawał się kpić ze mnie, testując cierpliwość i nerwy. A zmęczenie tylko pogarszało sprawę, każdy oddech stawał się cięższy, powieki coraz bardziej opadały. Wiedziałem, że nie powinienem zasypiać, że powinienem czuwać, ale moje ciało miało inne plany. W końcu poddałem się.
~ On tylko poszedł pobiegać, nic złego się mu nie stanie - Powtarzałem sobie w myślach, jak zaklęcie, które miało mnie uspokoić. "Zaraz wróci." W tej myśli szukałem oparcia, aż w końcu sen otoczył mnie miękkim, cichym ramieniem i zabrał w miejsce, gdzie przez chwilę wszystko stawało się łatwiejsze. Gdzie nie było strachu, tylko spokój, którego w tej chwili najbardziej potrzebowałem.
Obudziłem się ale Daisuke nie było obok. Nie zjawił się nawet w pokoju. Natychmiast zapaliła mi się czerwona lampka w głowie, spojrzałem na zegarek. Była już zbyt późna godzina, by sądzić, że wciąż jest w lesie. Coś było nie w porządku. Czyżby jednak ten człowiek, o którym mówił, istniał naprawdę? Jeśli ten ktoś mu coś zrobił… obiecałem sobie, że nie zawaham się przed niczym.
Zaraz jednak rozsądek uderzył mnie z chłodną siłą. Co ja w ogóle mówię? Nie jestem ani dostatecznie silnym wilkołakiem, ani na tyle doświadczonym człowiekiem, by sądzić, że mogę stawić czoła komuś starszemu i niebezpiecznemu. Najbardziej rozsądne, co mogłem zrobić, to zawiadomić opiekunów o tym, że mój współlokator nie wrócił, i jeśli tylko będę potrafił spróbować samodzielnie go odnaleźć. Nie byłem pewien, czy dam radę. Nie miałem doświadczenia. Byłem za młody na heroiczną ratowniczą wyprawę. To jednak nie znaczyło, że tego nie spróbuję. Warto próbować. Wiek to tylko liczba, błędy i brak umiejętności można nadrobić odwagą, planem i uporem, a jego miałem w nadmiarze.
Niestety, reakcja opiekunów tylko dolała oliwy do ognia. Może i poinformują jego babkę, może zanotują, że ktoś zniknął, ale czy to znaczy, że coś naprawdę zrobią? Dlaczego wydają się tak obojętni? Czy to dlatego, że nie lubią tej pracy, czy dlatego, że po prostu nie mają innego wyjścia? Ich postawa sprawiała wrażenie, jakby to nie oni mieli nas chronić, lecz jakby byli tu przypadkowo, zmuszeni przez okoliczności. To budziło we mnie frustrację i gniew równie silny jak lęk. Odnajdę go, jeśli będzie trzeba nawet na własną rękę..

<Paniczu? C:>

Etykiety