Od Haru CD Daisuke

wtorek, 9 września 2025

|
Niepokoiło mnie jego zachowanie. Martwiło mnie to, co wyczuwał, i ta niepewność, kto mógłby chcieć zrobić mu krzywdę. W głowie kołatała mi się jedna myśl, może powinienem być bardziej czujny? Może to ja powinienem zrobić wszystko, aby go ochronić? Tylko… co tak naprawdę mogę?
Czułem przytłaczającą bezsilność. Wiem, że nie mogę wyręczyć go we wszystkim. Nie mogę też zmusić go, by poszedł do opiekunów, choć może właśnie to byłoby najlepsze rozwiązanie. Problem w tym, że mój panicz tego nie chce, a ja nie mam prawa narzucać mu swojej woli. Poczucie, że jedyne, co mogę, to patrzeć z boku, bolało. Samo patrzenie to zdecydowanie za mało, powinienem zrobić coś więcej.
A jednak jestem świadom swoich ograniczeń. Jestem za młody, za słaby, by na własną rękę poszukiwać tego, kto mógłby mu zagrażać. Gdyby doszło do konfrontacji, prawdopodobnie nie miałbym żadnych szans. To bolało jeszcze bardziej świadomość, że moja troska nie wystarcza, że moje ramiona mogą być zbyt kruche, by naprawdę stanowić dla niego tarczę.
- Może masz rację… może to tylko twoja babcia - Wyszeptałem, próbując odsunąć od niego choć cień strachu. Moja dłoń odnalazła jego ramię, a ciepły gest głaskania miał ukoić jego niepokój i mój własny. - Ale jeśli kiedykolwiek wydarzy się coś, co wzbudzi twoje obawy, proszę… powiedz mi o tym. Obiecuję, że wtedy zrobię wszystko, co w mojej mocy, byś był bezpieczny. - Delikatnie uniosłem jego podbródek, zmuszając go, by spojrzał mi w oczy. Chciałem, żeby zobaczył w nich szczerość, determinację i uczucie, którego nie potrafiłem już ukrywać. A potem zbliżyłem się i złożyłem na jego ustach namiętny, pełen obietnic pocałunek taki, w którym chciałem zawrzeć całą swoją troskę, pragnienie i tę desperacką chęć chronienia go przed całym światem.
- Tego możesz być pewien - Odpowiedział spokojnie. - Jeśli tylko coś poczuję albo zauważę, dam ci znać. Proszę cię jednak, abyśmy teraz o tym nie rozmyślali. Są rzeczy ważniejsze. - Stwierdził, a ja milczałem potrzebując chwili, by dotrzeć do tego, co tak naprawdę miał na myśli. Ważniejsze? Cóż mogło być teraz ważniejsze niż jego bezpieczeństwo?
- Jedzenie? - Zapytałem po chwili, marszcząc brwi. - Przecież jedliśmy całkiem niedawno. Chyba nie jesteś znowu głodny? - Próbowałem wyłapać z jego tonu wskazówkę, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Rozejrzałem się niepewnie, jakby odpowiedź mogła kryć się gdzieś obok nas, w otoczeniu. Nic. Przecież nie mieliśmy przed sobą żadnych obowiązków, żadnych spraw do załatwienia… a może jednak?
- To… o czym mówisz? - Dopytałem, nie kryjąc lekkiej konsternacji. - Bo jeśli coś przeoczyłem, to lepiej mi powiedz od razu. - Miałem wrażenie, że zaraz uchyli przede mną rąbka czegoś, czego jeszcze nie rozumiem, a sam ton jego głosu sprawił, że poczułem dziwną mieszankę niepokoju i ekscytacji.
Mój partner westchnął ciężko, unosząc dłoń do skroni, jakby próbował odgonić uporczywe myśli.
- Jutro wracamy na zajęcia, prawda? - Rzucił, a ja od razu poczułem, że mówi do mnie „między wierszami”. A tego nigdy nie lubiłem.
- No tak. I co z tego? - Zapytałem, unosząc brew w pytającym geście.
- No może to, że trzeba się przygotować, spakować… może nawet coś poczuć - Odpowiedział, zerkając na mnie wymownie.
I cała moja radość gdzieś uleciała. Jeszcze przed chwilą było mi tak dobrze, tak lekko, jakby czas stanął w miejscu. A teraz wystarczyło jedno zdanie, by przypomniał mi, że ta chwila nie będzie trwała wiecznie. 
- Naprawdę musimy? - Wymamrotałem, krzywiąc się na samą myśl o powrocie na zajęcia.

<Paniczu? C:>